pc

#524. ISLANDERS: New Shores

ISLANDERS: New Shores to wydana w lipcu 2025 kontytnuacja gry ISLANDERS. Jej twórcami jest studio Coatsink i The Station. Naszym celem w tym tytule jest budowanie cywilizacji, zdobywanie odpowiedniej ilości punktów i wyruszanie na kolejną wyspę, aby kontynuować cykl tylko na trochę trudniejszym poziomie. To tak w dużym skrócie, bowiem twórcy dodali jeszcze kilka urozmaiceń, które dodają tej grze smaczku. Gra dostępna jest w trybie highscore i sandbox, czyli możemy bić się sami ze sobą, aby zdobyć jak największą ilość punktów albo po prostu budować wielkie i piękne cywilizacje. Ale po kolei!

Nasza przygoda zaczyna się od pierwszej wyspy – tej najprostszej – gdzie mamy do wyboru jeden z dwóch startowych budynków. Moim ulubieńcem w tej kwestii była farma glonów (seaweed farm). Na niej na początkowym etapie gry łatwo jest nabijać punkty i dostawać kolejne budynki. Oczywiście im dalej tym trudniej, a niektóre budowle dostają ujemne punkty za stanie niedaleko innych, “nielubianych”, co potrafi być problemem na kurczącej się przestrzeni wyspy.

Ukończenie danej wyspy rozwala nam wybranie jednej z dwóch zasugerowanych przez grę oraz przydzielenie nam dodatkowego, startowego budynku. Ta budowla często nie ma żadnego znaczenia na samym początku, ale kiedy jesteśmy już w zaawansowanym etapie rozgrywki, potrafi nas uratować i dać sporo bonusowych punktów. Ponadto wyspy czasem mają “bonusy” w postaci powoli wysuwających się spod wody terenów. Całkiem fajnie rozwiązuje to problem kurczącej się przestrzeni na dalszych poziomach, gdzie nasza cywilizacja musi być olbrzymia, abyśmy mogli przejść dalej.

Przydanym atutem są dary (boons), czyli mini ulepszenia, które potrafią dać więcej punktów budynkowi, przenieść nas na kolejną wyspę albo negować wszystkie negatywne punkty, jakie zbiera budynek. Wielokrotnie uratowały mi one tyłek w ostatnim momencie, bowiem dostarczały mi one brakującej ilości punktów, aby wybrać kolejny zestaw budynków i kontynować grę.

Podsumowując, ISLANDERS: New Shores kontynuuje sukces gry ISLANDERS dodając nieco smaczków i upiększając i tak piękną już grę. Tytuł jest wciągający, chociaż nie posiada żadnej fabuły, ale jednak próbowa dotarcia do kolejnej wyspy i następnej, i tak dalej, powoduje, że potrafi on nas wciągnąć na długie godziny. Nie ma też jednocześnie żadnej zewnętrznej presji, aby być lepszym niż inni – mierzymy się jedynie z naszymi umiejętnościami zarządzania powierzchnią. Albo eksplorujemy nasze zdolności dekoracyjne w trybie sandbox. Każdy znajdzie w tej grze to, czego potrzebuje!

Dlatego polecam! Warto pomarnować trochę czasu przy tym tytule. 🙂

Mefisto

#524. ISLANDERS: New Shores Read More »

#523. Lost But Found

Lost But Found to gra wydana w listopadzie 2024 przez studio Rogue Duck Interactive. Jesteśmy pracownikiem biura rzeczy zaginionych i naszym zadaniem jest oddawać właścicielom ich zguby. To tak w dużym uproszczeniu, bowiem możemy też tych rzeczy nie oddawać, możemy je sprzedawać lub podarowywać komuś innemu. Opcji jest wiele, więc pozwólcie, że Wam je opiszę.

Zacznijmy od tego, że grę można prowadzić w trybie wyluzowanym i czasowym. Wybrałem tryb wyluzowany, bo nie wiedziałem czego miałbym się spodziewać, a z drugiej strony ostatnio wolę grać w swoim tempie, powoli, delektując się każdą minutą gry. Także moje rozgrywka nie miała limitu czasowego, przy którym klienci naszego punktu odchodzą zawiedzieni. Dosyć proste i mało stresujące, ale momentami trochę nudne.

Nasz pierwszy dzień w pracy w biurze rzeczy zagubionych to tutorial jak grać w grę. Przychodzi klient, prosi o rzecz, jeśli ją mamy, oddajemy ją, jeśli nie, bierzemy od niego/niej numer i w razie pojawienia się przedmiotu, wzywamy tą osobę telefonicznie przed nasze oblicze. Zagubione przedmioty za to przyjeżdżają na nas i musimy je sprawnie ułożyć na naszym stole. Im więcej rzeczy, tym większy tetris mamy z tym wszystkim. Dodatkowo niektóre przedmioty trzeba wyczyścić, odkleić wszelkiej maści naklejki (i dodać do prywatnego albumu), otworzyć pudełko, wpisać numer bramki na zagubionej karcie pokładowej.

Każdy oddany przedmioty jest warty jakąś ilość gotówki: droższe rzeczy więcej, tańsze mniej. Cel naszej gry to uzbieranie 30 tysięcy w banku, więc droższe zguby są lepsze dla nas niż te tańsze, ale najbardziej istotne jest to, aby klienci pojawiali się jak najczęściej i nie odchodzili z niczym. Z czasem możemy też zbierać przedmioty i zanosić je na czarny rynek, aby sprzedać je za bardziej korzystną cenę lub oddawać je lokalnemu bezdomnemu w zamian za cenne informacje.

Gra oferuje też kupowanie ulepszeń: większy stół, szkolenie ochroniarskie, aby wypędzać złodzieja, kasę fiskalną, aby pieniądze nie były kradzione, radio dla umilenia życia i wiele innych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy. Możemy także kupować booster packi z naklejkami oraz różne rodzaje kaw i innych napoi, aby na jeden dzień zmniejszyć lub zwiększyć tempo pojawiania się zgubionych rzeczy lub ludzi po nich przychodzących. Najlepszy i najgorszy upgrade to jednak gaz pieprzowy na złodziei. Działa też na klientów, jeśli przypadkiem złapiesz za niego w nieodpowiednim momencie.

Podsumowując, Lost But Found to miła i przyjemna, ale niestety i trochę repetytywna gra. Idea gry jest świetna, ale poedjrzewam, że kilka małych aktualizacji wprowadzających nieco więcej rzeczy do zrobienia poprawiłoby jakość rozgrywki. Nie jest to zły tytuł tylko czasem potrafi zmęczyć nudą i powtarzalnością. Także polecam, ale jednocześnie podkreślam, że czasem jest monotonnie.

Mefisto

#523. Lost But Found Read More »

#519. CHUCHEL

CHUCHEL (Steam|Google Play) to zabawny tytuł wydany w marcu 2018 przez studio Amanita Design. Naszym zadaniem jest pomaganie tytułowemu stworowi odzyskiwać wisienkę, a ta co chwila umyka mu sprzed nosa. Jest to niesamowity tytuł, który sprawił, że rozpłynąłem się w nim na długie godziny.

CHUCHEL to typowa gra-puzzle, gdzie aby osiągnąć cel (odzyskać wisienkę), musimy rozwiązywać różne, dziwne, zabawne, a czasem nieco irytujące zadania i zagadki. Jest to z naszej strony syzyfowa praca, bo wiśnieńka zawsze nam umyka (najczęściej dzięki wielkiej łapie z nieba, która nam ją podkrada i przenosi do kolejnego poziomu). Często musimy walczyć o nią z naszym psowatym stworem (zakładam, że jest nasz – cały czas się nas trzyma), a dosyć często ramię w ramię z naszym psowatym ratujemy ją z rąk innych potworków.

Chociaż jest to bardzo nietypowa gra, to jednocześnie jest ona zabawnie przyjemna, a jej irytujące elementy kończą się chociaż delikatnym uśmiechem z naszej strony. Twórcy przemyśleli to, aby w tej dziwnej pogoni za wisieńką znalazła się nutka radości dla nas, graczy. Jeżeli jednak utkniemy na jakimś poziomie, mamy szansę otrzymania pomocy, która w miarę prosty sposób pokazuje nam, co powinniśmy zrobić, aby pójść dalej.

Tytuł jest i dziwny, i zabawny, dlatego szczerze i od serca go polecam. Zapewniam, że pochłonie Was na długie godziny. 🙂

Mefisto

#519. CHUCHEL Read More »

#517. Cats Love Boxes

Cats Love Boxes to bardzo ciekawa i przyjemna gra, wydana w lutym 2024 przez studio Devcats. Naszym zadaniem w tym tytule jest pomóc Fofino i Lily dotrzeć do celu ich wyprawy. Jak? Przesuwając pudełka. Dokładnie o to w tej grze chodzi, chociaż dosyć mocno to uprościłem. Zacznijmy więc od początku.

Mamy do czynienia z dwoma uroczymi kotami – Fofino i Lily. Fofino jest spory, a Lily drobna – ma to znaczenie w grze i zaraz wyjaśnię dlaczego. Ich zadaniem jest przechnięcie pudełek w odpowiednie miejsca. Wielkie pudełka może jedynie Fofino, za to oba koty mogą zająć się małymi pudełkami. Jednocześnie mamy też ścieżki pokryte liśćmi, po których Lily może chodzić bez problemu, ale jeśli przejdzie po nich Fofino to one zapadają się – mówiąc prościej dla Fofino są to drogi jednorazowego użytku.

Te niewielkie, ale istotne cechy naszych futrzaków sprawiają, że gra staje się bardziej ciekawa i niekiedy bardziej wymagająca, bo musimy planować ruchy naszych kotów tak, aby nie utknąć w żaadnym momencie. Jeśli jednak staniemy w miejscu, możemy zawsze cofnąć ruchy naszych kotów i spróbować po raz kolejny. Czasem wystarczy kilka cofnięć, niekiedy trzeba wracać do samego początku u próbować jeszcze raz.

Im dalej brniemy przez dane nam poziomy, tym więcej ciekawostek i utrudnień napotykamy. Mamy taśmociągi, które pchają pudełka w różne miejsca (co czasem nam pomaga, ale często utrudnia), mamy przyciski, do których może dostać się Lily, jednak pod warunkiem, że ustawimy pod nim nowy, płaski typ pudełka, a ten za to może przesuwać tylko Fofino. Są też dodatkowe poziomy, gdzie możemy zdobywać różne przebrania dla naszych zwierzaków.

Tytuł ten bardzo przypadł mi do gustu. Tak bardzo, że pomimo braku czasu przeszedłem go w kilka godzin. Cats Love Boxes to miła, przyjemna i bardzo relaksująca gra, która pozwala nam oderwać się na chwilę od trosk naszego świata i wskoczyć pomiędzy dwa radosne kociaki szykujące sie do swoich kocich psot. Czy polecam tą grą? Oczywiście! W niej jest wszystko, czego do szczęścia potrzeba: koty, pudełka, puzzle… Czego chcieć więcej? 😉

Mefisto

#517. Cats Love Boxes Read More »

#509. Gamingowe podsumowanie roku 2024

Przyznam szczerze, że im więcej lat mam na karku, tym coraz szybciej siadam i piszę podsumowania gamingowe danego roku. No cóż – 2024 zleciał dosyć szybko, mam wrażenie, że troszeczkę za szybko, ale mimo wszystko udało mi się zagrać w wiele ciekawych i przyjemnych gier.

Jak co roku miałem niemały dylemat, aby wybrać te trzy najlepsze, ale udało się. Pod tym linkiem znajdziecie wszystkie gry z roku 2024, a poniżej możecie zapoznać się z wybranymi przeze mnie trzema perełkami.


SUPERMARKET SIMULATOR


Nie wiem, czy w roku 2024 grałem w bardziej wyluzowaną grę. Prowadzenie własnego sklepu to takie moje marzenie z dzieństwa, więc wcielenie się we właściciela supermarketu było dla mnie powrotem do młodzieńczych lat.

Nie musimy zrobić niż więcej niż prowadzić nasz mały sklep i rozrastać go do wielkości supermarketu. Niby nic, ale trochę się nabiegałem i nastarałem zanim mój mały sklepik zaczął przypominać nieco większe sklepy, a przy kasach stanęli pracownicy. Była to dla mnie jednak dzika rozkosz zarządzać wszystkim tak, aby półki zawsze były pełne produktu, a klient wychodził ode mnie zadowolony.

Ten tytuł to zdecydowanie 10/10!


LITTLE KITTY, BIG CITY


Nie wiem, czy w roku 2024 była bardziej urocza gra niż Little Kitty, Big City. Kiedy tylko zobaczyłem trailer tej gry to czekałem na nią z utęsknieniem i kiedy wyszła nie zawiodłem się.

Naszym zadaniem jest odprowadzić psotnego kotka z powrotem do domu. Musimy przy tym zwiedzić sporą część miasta, w którym żyjemy, poznać wiele różnych i zabawnych zwierząt, a także pomóc im rozwiązać ich problemy. No i możemy pobyć trochę kotem. Czy jest coś lepszego w grze niż to, że możesz być kotem? Chyba nie.

Dlatego polecam – ten tytuł jest zdecydowanie 10/10.



Oczywiście na tej liście nie mogłoby zabraknąć tak pokręconego tytułu, jakim jest Palworld. Tytuł, który w roku 2024 podbiło moje serce, serca wielu innych graczy i wkurzył Nintendo. Trzeba jednak twórcom przyznać, że połączenie możliwości łapania tych uroczych stworków i wykorzystywania do wszelkiej maści pracy, mojego ulubionego zbierania i tworzenia przedmiotów oraz możliwość dawania naszym Palsom broni jest po prostu nie z tej ziemi. Przynajmniej dla mnie.

Co jak co, ale to jest tytuł, którego w roku 2024 bardzo potrzebowałem. 10/10!


A Wam jak minął rok 2024? Czy przytrafiły się Wam jakieś ciekawe gry godne polecenia?

Mefisto

#509. Gamingowe podsumowanie roku 2024 Read More »

#508. Little Misfortune

Little Misfortune (Steam | Google Play | Nintendo Switch) to gra wydana w 2019 przez Killmonday Games AB. W tej grze prowadzimy postać tytułowej Misfortune – dziewczynki, którą tajemniczy Pan Głos (Mr. Voice) prowadzi przez wiele różnych miejsc, aby najzwyczajniej w świecie ją zabić. I nie, nie rzucam teraz spoilerami – to jest coś, czego dowiadujemy się w ciągu pierwszych minut gry.

Pan Głos wprowadza nas do gry informując nas, że bawiąca się przed nami dziewczynka o imieniu Misfortune zginie tego dnia. Tytułowa bohaterka oświadcza głosowi, że go słyszy, a ten, widocznie zakłopotany, zmienia temat i proponuje jej grę: szukanie Wiecznego Szczęścia (Eternal Happiness). Jedyne, czego od nas wymaga to podążanie za jego wskazówkami, a Misfortune, ignorując jego poprzednie słowa o jej śmierci, zgadza się i wyrusza z przedziwną przygodę.

Nasza bohaterka przemierza miasto wzdłuż i wszerz szukając Wiecznego Szczęścia, jednocześnie napotykając na swojej drodze mniej lub bardziej zagrażające jej życiu sytuacje. Misfortune wydaje się kompletnie nieświadoma tych niebezpieczeństw, przez co (najpewniej) wychodzi z nich bez większych zadrapań. Albo po prostu żyje w zgodzie ze swoim imieniem i dlatego takie “zjawiska” jak porywające ją stado ptaków nie robią na niej większego wrażenia.

W trakcie naszych podróży poznajemy też Benjamina – lisa, którego Misfortune poznała lub też bardziej zauważyła wcześniej. Głos przestrzega nas przed nim, ale większość czasu wydaje się on niegroźny i raczej wycofany. Przynajmniej do momentu, kiedy docieramy do miejsca spoczynku Wiecznego Szczęścia, ale czeka tam na nas karta z informacją, iż to lis ją ukradł i kulturalnie się do tego przyznał.

Wyruszamy zatem do zoo, bowiem, według Pana Głosu, mieszka tam kuzyn Benjamina – wilk. Nasza mała i dzielna bohaterka pokonuje wszystkie przeciwności losu i rozwiązuje każdą zagadkę, aby dostać się do klatki wilka. Jak można się domyśleć, jest to kolejny podstęp Głosu, aby uśmiercić Misfortune, ale na jej szczęście (a na nieszczęście Pana Gaduły), zwierzęta omijają dziewczynkę szerokim łukiem.

Zdobywamy więc adres lisa i tam też się udajemy. Oczywiście droga do jego chatki wiedzie przez festiwal straszydeł, więc Misfortune ma szansę nieco się zrelaksować zanim wyruszy w dalszą drogę. W chatce jednak odkrywamy kim jest Pan Głos – jest on potworem o imieniu Morgo, który porywa dzieci (dlatego też w mieście co chwilę można napotkać plakaty zaginionych pociech). Nasza podróż szczerze mówiąc kończy się powrotem do domu, gdzie dochodzi do ostatecznego pojedynku dobra ze złem.

Jak gra się kończy? O tym musicie się przekonać sami. Zakończenie jest zaskakujące i nie takie, jakiego można by się spodziewać, sądząc po tym wszystkim, co wydarzyło się przed wielkim finałem. Myślę jednak, że szczerze mogę dać twórcom dużego plusa za niesamowity plot twist.

Little Misfortune to urocza, ale jednocześnie przerażająca gra, która porusza tematy świata dziecka zaniedbanego i skrzywdzonego. Przez całą drogę poznajemy główną bohaterkę i doświadczamy jej sposobów radzenia sobie z mroczną rzeczywistością tak, aby zwyczajnie iść dalej i cieszyć się z tego, co się ma. Tytuł jest jednocześnie i przytłaczający, i wesoły, i smutny, i nawet trochę głupawy, czyli dokładnie taki, jaka jest sama Misfortune.

Gorąco polecam tę grę każdemu, kto lubi proste w obłudze gry z niesamowicie poplątaną fabułą!

Mefisto

#508. Little Misfortune Read More »

#502. Swim Out

Swim Out (Steam | Nintendo Switch | Google Play) to gra wydana we wrześniu 2017 przez studio Lozange Lab. Jak sama nazwa (trochę) wkazuje, naszym zadaniem jest pływać! Dokładniej to przepływać przez baseny pełne innych pływaków, blokad i przeszkód, które zręcznie musimy omijać, aby dostać się do następnego basenu.

Ta gra wymaga od nas strategii w poruszaniu naszym pływakiem, aby nie wpaść na innych użytkowników basenów. Utrudniają nam w tym wszelakie przeszkody: spowalniające nas natryski, czy przedmioty w wodzie, które musimy przesunąć lub ominąć. Najgorsi są jednak inni pływacy, ponieważ oni również poruszają się po danej nam przestrzeni i zdecydowanie potrafią utrudnić przejście danego poziomu.

Swim Out nie jest nazbyt trudnym tytułem, ale niekiedy wymaga od nas umiejętności planowania, aby przecisnąć się między jedną przeszkodą, a grupą pływaczek. Jeden zły ruch i będziemy musieli wracać na początek basenu (co przy większych obiektach potrafiło wkurzyć). Nie jest to jednak skomplikowana gra i dosyć łatwo było (przynajmniej w moim przypadku) wypatrzyć schematy poruszania się innych postaci, czy też moment aktywacji danej pułapki/przeszkody. Czasem jednak potrafi chwilę to zająć, bo nauczymy się schematów poruszania w jednym miejscu, a za chwilę musimy nauczyć się poruszania się po kolejnej części basenu.

Nie jest to jednak zła gra – takiej bym w końcu nie polecał. 😉 Wymaga ona jednak trochę cierpliwości i jest doskonałym testem wytrwałości. Dlatego polecam ją z zaznaczeniem, że czasem może irytować, ale radość z przejścia danego poziomu jest w końcu tego warta. 😉

Mefisto

#502. Swim Out Read More »

#479. FRAMED 2

FRAMED 2 (Android | iOS) to kontynuacja gry FRAMED, w którą miałem okazję zagrać jakiś czas temu. Tytuł ten został wydany w 2017 roku przez studio Loveshack Entertainment. Podobnie jak w pierwszej części, naszym zadaniem jest ułożenie kadrów z komiksu tak, aby utworzył spójną całość i przeprowadził nas przez całą historię. Tym razem jednak mamy inną historię, która, jak się na końcu okazuje, poprzedza fabułę w pierwszej części tej gry.

Na samym początku “poznajemy” tajemniczego mężczyznę oraz dziewczynkę podążającą za nim krok w krok. Z początku wydaje się on nieświadomy tego “ogona”, jednak wraz z rozwojem fabuły dowiemy się, ile mają ze sobą wspólnego. Naszej dwójce depcze po piętach postać detektywa, ścigająca ich z powodu teczki – prawdopodobnie tej samej, która pojawiła się w części pierwszej. Naszym zadaniem jest pomóc tejże dwójce w ucieczce. Możemy dokonać tego odpowiednio układając kadry komiksu, aby bezpiecznie przeprowadzić ich między niebezpieczeństwami: czającą się na nich policją, detektywem albo niestabilnie wyglądającymi ścieżkami.

W trakcie naszej ucieczki poznajemy relację między mężczyzną a dziewczynką i ich związek z pierwszą częścią gry (która pod względem chronologicznym plasuje się po części drugiej). Fabuła jest szybka i dynamiczna, pomimo iż niekiedy nad pojedyńczą “stroną” komiksu siedziałem sporo czasu, przez co kiedy dowiadujemy się niektórych ciekawostek o naszych bohaterach, szybko docieramy do końca, który zapętla się i zaprowadza nas na początek gry.

Czy ten tytuł mi się podobał? Oczywiście, że tak! Przede wszystkim uzupełnił pewne fabularne luki z części pierwszej, dopełnił całą historię, a jednocześnie ją zapętlił, aby trwała ona w nieskończoność. Twórcy upewnili się, że FRAMED 2 dorówna pierwszej części pod względem jakości rozgrywki. Chylę czoła, bo bawiłem się przednio, a fabuła koniec końców okazała się niezwykle poruszająca.

Osobiście mam nadzieję, że wyjdą kiedyś kolejne części ten gry, bo jest ona zwyczajnie świetna. 😉

Mefisto

#479. FRAMED 2 Read More »

#422. Ni no Kuni – Cross Worlds – pierwsze wrażenie

Ni no Kuni to seria gier, w którą od dawna chciałem zagrać, ale zawsze, przeważnie z braku czasu, odkładałem na później. Kiedy jednak pojawiła się zapowiedź Ni no Kuni – Cross Worlds, stwierdziłem, że warto dać szansę temu tytułowi i zacząć eksplorować tę serię gier.

Zaznaczam, że są to dopiero moje początki w tej grze, jako iż to jest multiplayer, więc trochę mi zajmie dotarcie do jakiegokolwiek końca. Dlatego też uznajmy, że jest to relacja z mojego pierwszego wrażenia zwiedzenia świata Ni no Kuni.

Ni no Kuni – Cross Worlds to gra stworzona przez netmarble i Level 5. Wydana została stostunkowo niedawno, bo 25 maja 2022 i jest dostępna na komputery oraz urządzenia mobilne (Android | iOS). Jak się można domyśleć, ten tytuł zdobią postacie przypominające dobrze znane nam charaktery z filmów Studia Ghibli.

Jak to w grach multiplayer bywa, musimy stworzyć sobie postać. Gra oferuje nam predefiniowane postaci, które możemy trochę pozmieniać (generalnie ogranicza się to do koloru włosów, oczu i fryzury). Jak tylko uporamy się z tym zadaniem, przechodzimy od razu do właściwej części gry, gdzie od razu pojawiamy się w środku jakiegoś dziwnego konfliktu, a latające Totoro-coś z liściem na głowie drze się na nas, abyśmy się ruszyli, bo Bezimienne Królestwo (Nameless Kingdom), w którym się znajdujemy, jest właśnie atakowane.

Wraz z Cluu (bo tak nazywa się nasz Totorowaty stwór) ruszamy na pomoc królowej, jednakże nasz ratunek nie idzie po naszej myśli. Królowa oddaje nam Kamień Strażnika (Guardian Stone) i odsyła nas w okolice Evermore zanim nasz tajemniczy wróg daje radę ją pojmać. Cluu zachęca nas, aby udać się do tego królestwa i poprosić ichniejszego króla o pomoc. Oczywiście nie względu na brak alternatyw, ruszamy w nasza niesamowitą przygodę, która z każdą chwilą wydłuża się, bo po drodze mamy masę misji do zrobienia, masę nieufnych nam NPC, którym trzeba udowodnić, że są w błędzie. Wszystko zdobione zirytowanym komentarzem Cluu.

Mamy też ciekawy motyw nawiązujący do nazwy Cross Worlds, a mianowicie fakt, iż niektóre NPC nazywają siebie graczami i latają siejąc chaos po tym spokojnym świecie. Bo o tym trzeba wspomnieć: my nie pochodzimy z tego świata tylko jesteśmy częścią projektu (o którym nie wiem jeszcze za wiele, ale mam nadzieję, że uda mi się dowiedzieć więcej, im więcej będę grał w tą niesamowitą grę ;)). Wiem tylko tyle, że świat Ni no Kuni jest zagrożony, a my musimy stać się silni, aby to powstrzymać.

Standardowo mamy też, co jest typowe dla tego typu gier, masę zadań pobocznych (np. zadania ze zdobywaniem reputacji, aby te głupie NPC dały nam możliwość ciągnięnia fabuły dalej), możliwość ulepszania broni, zdobywanie Chowańców (Familiars, choć ja je nazywam Znajomkami), aby pomagały nam w walce… I pewnie jest jeszcze wiele innych rzeczy, do których nie dotarłem, a o których napiszę za jakiś czas. 😉

Ni no Kuni – Cross Worlds to gra warta zagrania, tym bardziej, że jest darmowa. Mnie wciągnęła fabuła i urokliwość całego otoczenia oraz fakt, że jest bardzo dużo powiązań z filmami Studia Ghibli, co dodatkowo sprawia, że ma się ochotę eksplorować i szukać podobieństw. Jeśli macie czas to zdecydowanie polecam dać temu tytułowi szansę. 😉 Jest naprawdę wesoło! 😉

Mefisto

#422. Ni no Kuni – Cross Worlds – pierwsze wrażenie Read More »

#321. Serial Cleaner

522210_20190309220207_1

Serial Cleaner to tytuł, który przykuł moją uwagę i trafiając do kolekcji moich gier rozwiał wszelkie wątpliwości, że to nie jest historia pedanta-sprzątacza. Jego twórcami jest polskie studio iFun4All S.A., które pod skrzydłami angielskiego Curve Digital opublikowało tą nietypową opowieść.

522210_20190309220602_1

Nazywamy się Bob Leaner, znany też jako “Cleaner”. Nasz sprzątacz jednak nie zajmuje się odkurzaniem dywanów. Cóż, w sumie to zajmuje się, ale nie tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Otóż nasz protagonista zajmuje się czyszczeniem miejsc zbrodni. Tak jest panowie i panie – sprzątamy brudy po naszych niecnych “kolegach”.

522210_20190309221234_1

Nasza praca opiera się po bieganiu po miejscach zbrodni, zbieraniu ciał, dowodów, a nawet odkurzanie krwi, aby usunąć wszelkie ślady. Brzmi prosto? No to wyobraźcie sobie, że wokół chodzą policjanci. Każdy kolejny poziom daje nam więcej przeszkód na drodze, dochodzą kamery, skróty przez tajne przejścia, a nawet zbliżający się do emerytury policjanci gotowi bez wahania oddać strzał ostrzegawczy w nasze plecy. Niekiedy przejście rozdziału oznacza poruszanie się po ściśle określonej trasie i to w odpowiednim momencie inaczej zostajemy złapani i zaczynamy od początku.

Poza powyższymi atrakcjami mamy jeszcze skrawek fabuły trzymającej nas w napięciu. Bob wszak ma dług u mafii, którego dorobił się grając w karty. Dochodzi też motyw tajemniczego klienta płacącego grubą forsę za zakrywanie śladów za tajemniczym mordercą zwanym “echo killer”. Ponadto możemy czytać gazetę, oglądać telewizję, czy słuchać radia, aby być na bieżąco z ciekawostkami na temat tajemniczych mordów.

Wszystko to nakłada się w jedną całość w ostatnich rozdziałach tej niesamowitej pozycji, gdzie znów zamieniamy się w mechanizm kursujący między przeszkodami, aby pokonać naszego ostatecznego wroga i wyzwolić się ze śmiertelnie niebezpiecznej posady, jaką okazała się nasza rola “Cleanera”.

Przyznam bez bicia, że pokochałem ten tytuł! Jedyną wadą tej gry jest to, że jest ona zdecydowanie za krótka. Chociaż momentami miałem dość, bo poziomy były trudne, to ostatecznie czułem lekki niedosyt. Gra ma swój klimat (z lat 70!), ciekawą fabułę, ukryte fanty, dzięki którym możemy zagrać w dodatkowe misje lub przebrać naszą postać w inne ubrania. Nie mówiąc już o tak świetnej rzeczy jaką są skrytki, w których można się schować nawet, jeśli za plecami biegnie nam policjant. W końcu już nas nie widać, a biedny stróż prawa nie ma pojęcia, gdzie wsiąkliśmy. Bo na pewno nie do tego pudełka przed nim. 😉

Jestem zadowolony, uradowany, rozbawiony, trochę poirytowany, ale generalnie bawiłem się przednio. Polecam tą grę z całego serca!

Mefisto

#321. Serial Cleaner Read More »

Scroll to Top