Author name: mefistowy

#150. Celestian Tales – Old North: Howl of the Ravager

Screenshot at 2018-02-06 23-00-26

Postanowiłem, pomimo nie do końca miłego zapoznania, nie rozstawać się z grą tak łatwo. Celestian Tales – Old North: Howl of the Ravager to najpewniej najdłuższy tytuł, jaki może mieć gra. Jest to również osobna opowieść, która przybliża nam postać Sir Severina Lerouxa: słynnego Ravagera.

Nasza przygoda zaczyna się w momencie, gdy Sir Severin w pojedynkę udaje się na ratunek wiosce, którą napadli bandyci. Jako steward Lerouxów, czuje się odpowiedzialny za tych wszystkich nieszczęśników zamieszkujących okolicę. Po udanej akcji przybywa do nas poseł proszący o udanie się do Levantine, gdzie czeka inny poseł z inną wiadomością.

Okazuje się, że Starożytny (Ancient) Szmaragdowy Król (Emerald King) postanowił się przebudzić, a to oznacza koniec ludzkości. Informowani jesteśmy o kilku innych problemach, które wyjaśniają między innymi czemu jesteśmy proszeni o pomoc (wszak nie na naszych terenach się to dzieje). Naszą misję mają wspomóc Sir Pierre – bojaźliwy nastolatek i Niena’ę – oschła elfka będąca naszym przewodnikiem.

Nasza przygoda, choć skupia się na Szmaragdowym Lesie (Emerald Forest), ciąga nas do znanych z podstawy gry lokacji, a także tych zupełnie nowych, jak chociażby miasto elfów, czy prowadzący do niego labirynt.

Padają również odpowiedzi na pytania, na które twórcy nie odpowiedzieli/nie mogli odpowiedzieć wcześniej, bowiem – jak podejrzewam – mogłoby to popsuć cały klimat rozgrywki. Przyznam szczerze, że choć obie gry mogą spokojnie funkcjonować jako osobne tytuły, to jednak fabuła bardzo mocno wiąże je ze sobą i myślę, że można zagrać najpierw w dodatek, a potem w podstawę – w ten sposób poznałoby się niesamowitą historię bez wkurzania się na luki w opowieści. Najwidoczniej twórcy nauczyli się nieco na swoich błędach.

Screenshot at 2018-02-12 23-28-56

Howl of the Ravager uratował ten tytuł, co mnie cieszy, bo zapowiada się on dosyć ciekawie. Tym bardziej wyczekuję na kolejną część – Realms Beyond – która ma wyjść zimą 2018. Liczę, że ta pozycja będzie jeszcze bardziej dopracowana, a tym samym jeszcze milej spędze przy niej czas.

Mefisto

#150. Celestian Tales – Old North: Howl of the Ravager Read More »

#149. Kącik Techniczny nr 3

Skoro ostatnio było o Protonie, to teraz warto by było wspomnieć o małym projekcie, który wiele osiągnął, a mianowicie o WINE, którego rozwinięcie brzmi Wine Is Not Emulator.

Początkowo wydano go 4 lipca 1993, czyli jest nieco starszy niż ja. Zapoczątkował go Eric Youngdale, a od 1994 po dziś dzień prowadzi go Alexandre Julliard.

Zadaniem WINE jest dosłownie duplikować zachowanie Windowsa w stosunku do danego programu/gry – jest zakładką tłumaczącą zachowanie programu dla Linuxa. Twórcy dokonują tego przez implementacje WindowsAPI, czyli interfejsu programistycznego, graficznego, czy bibliotek do WINE. Chociaż jest to dosyć ciężkie zadanie, bo nie wszystko ma otwarty kod źródłowy, aby tak po prostu przestudiować, jak zostało to zrobione. Przykładem jest Directx11, który przez długi czas pozostawał poza zasięgiem.

W 1996 powstali CodeWeavers, którzy wpierw zajęli się konsultacją, a potem sprzedażą komercyjnej i nieco bardziej dopracowanej wersji WINE o nazwie CrossOver. Są oni głównym sponsporem WINE, który, w przeciwieństwie do CrossOver, ma pozostać darmowy. Wsparcie mają też od Google, które, poza komercyjnym sponsoringiem, często dofinansowuje ich w ramach Google Summer of Code.

Pierwsza stabilna wersja WINE (1.0) wyszła po 15 latach od pojawienia się programu, czyli w 2008, a obecnie wydawane są wersje 3.xx.

Moja przygoda z WINE zaczęła się w 2012 roku z wersją 1.6, kiedy to po stracie laptopa Smok przekonał mnie do spróbowania Linuxa, potem WINE i tak to się jakoś potoczyło. Chociaż wtedy było więcej zachodu z odpaleniem gry (nie każdej, ale jednak) to moją pierwszą windowsową grą odpaloną na Linuxie było Knights of the Old Republic. Potem zacząłem grać w Star Wars The Old Republic, które wtedy potrzebowało specjalnego skryptu, aby się uruchomić, a dziś działa bez problemu i nie wymaga już takich rozwiązań (niedawno ściągałem to miałem okazję sprawdzić ;)).

W mniej więcej 2015/2016 zacząłem używać wine-staging, która jest wersją z licznymi łatkami, a tym samym z usprawnionym działaniem. Dzięki temu miałem dostęp do gier lub programów z ograniczoną funkcjonalnością przy zwykłym WINE. Takim przykładem jest np. platforma Uplay. 🙂

Od sierpnia 2018, do gier na Steamie, używam Protona, o którym był już osobny wpis. 🙂

WINE posiada coś takiego, jak butelka (bottle) lub prefix. To jest coś w rodzaju osobnego folderu z ustawieniami programu. Dzięki temu możemy testować gry bez narażania naszej głównej butelki na uszkodzenie (co może się zdarzyć, jeśli zaczniemy doinstalowywać biblioteki, programy, itd.). Butelki mogą mieć 32-bitową lub 64-bitową architekturę, co pozwala manewrować między różnymi wymaganiami gier lub programów. Daje to spore poczucie bezpieczeństwa, kiedy chcemy (nawet bardzo drastycznie) coś sprawdzić, ale nie chcemy namieszać w obecnych ustawieniach.

Moje doświadczenie z WINE jest jak najbardziej pozytywne. Nie jest to idealny program, ale biorę pod uwagę ile przeciwności musi pokonać, aby dostarczyć coś, co pozwala mi zagrać w grę na systemie, który nie był do tego przeznaczony. Nie zliczę ile razy byłem zły, bo coś mi nie działało, ile razy cieszyłem się, bo przy nowej wersji naprawiano błędy uniemożliwiające mi rozgrywkę, ile razy pękałem z dumy, bo rozwiązałem problem. W pewnym momencie sam zacząłem wynajdywać rozwiązania i udzielać porad innym graczom.

Z tego, co słyszałem, WINE zapragnęli także niektórzy użytkownicy Windowsa, bowiem zapewnia on większe możliwości, jeśli chodzi o obsługę starszych gier niż tryb kompatybilności w Windowsie. Prośba jak na razie nie została spełniona i nie zapowiada się, aby twórcy poszli kiedykolwiek w tym kierunku – najpewniej dlatego, że już teraz mają wystarczająco do zrobienia.

Gdyby nie WINE to ten blog mógłby tak po prostu nie powstać. W końcu ten “buntownik” w tytule nie odnosi się tylko do jednej rzeczy. 😉

Mam nadzieję, że ten wpis, choć taki trochę chaotyczny, to jednak się podobał. Zamierzam wrzucić z czasem kilka porad i rozwiązań, które mogą przydać się początkującym użytkownikom. 🙂

Mefisto

#149. Kącik Techniczny nr 3 Read More »

#148. Z życia urzędnika cz.6

Ciąg dalszy narzekania na urząd miasta musiał w końcu nastąpić.

Mamy bezwzględny zakaz zostawiania prywatnych rzeczy na biurkach. Tak bezwzględny, że po piętrach krążą siewcy zła, dementorzy i dżuma w jednym: pracownicy zatrudnieni tylko po to, aby ci o tym przypomnieć. Czy pisałem już, że urząd miasta ma długi, a mimo to roztrwania je na głupoty?

Inną sprawą, jeśli chodzi o wyrzucanie pieniędzy w błoto, jest kupno nowych biurek za kilka milionów. Co z tego, że stare są w całkiem dobry stanie. Nie pasują do naszego “smart” środowiska pracy.

Skoro mówimy o marnotrawieniu publicznych funduszy: parę lat temu miasto zainwestowało kilkadziesiąt milionów w odbudowę zabytkowej stacji. Prace przerwano w trakcie, bo zabrakło pieniędzy. Kolejny przykład to linia autobusowa łącząca obszary w obrębie kilku urzędów miasta, przy której szacowany koszt już w trakcie budowy rósł i rósł, a sama budowa przeciągnęła się w czasie powodując wiele zakłóceń na drogach i niepewności wśród mieszkańców, czy aby na pewno pieniądze idą na rozbudowę sieci autobusowej.

Tego typu sytuacje powodują między innymi to, że Urząd Miasta jest zamykany na święta, aby zaoszczędzić na ogrzewaniu. Nie pomyślą jednak, aby święteczne strojenie ulic zacząć w grudniu, a nie w listopadzie. Najwidoczniej te wcale nie kosztują…

Jak zawsze brakuje pieniędzy na pracowników: redukcja etatów i zrzucenie pracy na innych mają pomóc w rozwiązaniu sytuacji finansowej. Efekt? Coraz więcej ludzi odchodzi do prywatnych przedsiębiorstw, na wczesne emerytury lub też po prostu ucieka w te pędy. W moim dziale ponad połowa nowych pracowników zrezygnowała w trakcie pierwszych trzech miesięcy. To chyba o czymś świadczy.

Jest źle i nie wygląda na to, aby było lepiej. Niestety. I jest to coś, co zaczyna wkurzać mnie coraz bardziej popychając mnie w kierunku drastycznych zmian…

Mefisto

#148. Z życia urzędnika cz.6 Read More »

#147. Halloween

Kolejny rok jak z bicza strzelił. Kolejny raz dzieciaki biegają przebrane za potwory. Jeden nawet, z tego, co widziałem, za górnika. Nie wiem, co w tym strasznego, ale niezbadane są wyroki dzieci.

Już za rok, za dwa będę biegał z takim potworakiem. Ubiorę Smoczyńskiego w jakąś ładną dynię albo krwiożerczego grzybka i puszczę w świat, a siebie wraz z nim. Jeśli ktoś mi powie, że uczę dziecka złych rzeczy to z dumą odpowiem: ale przynajmniej próbuję dać mu wesołe dzieciństwo!

Do zobaczenia za rok, potwory!

img_20161028_130213
Tak, wiem, było. Ale moja wina, że to zdjęcie jest świetne?

Oo, jest kolejna mini gierka od Google z okazji Halloween. Łapcie link. 🙂

Mefisto

#147. Halloween Read More »

#146. Castlevania: Lords of Shadow 2

239250_20181028004708_1

Castlevania: Lords of Shadow 2 to kontynuacja naszych przygód z Castlevania: Lords of Shadow i Castlevania: Lords of Shadow – Mirror of Fate. Została wydana w 2014 przez MercurySteam i Konami.

Przypomnę, że w pierwszej częściach gry mieliśmy okazję poznać Gabriela Belmonta, wybrańca niebios, którego los skazał na tułaczkę pośród mroku. Mogliśmy obserwować jego starania, jego upadek, a nawet mogliśmy wejrzeć w jego serce, gdzie czaiło się przewidziane od lat i nieskutecznie zwalczane zło. Mimo tego Gabriel, choć znany jako Dracul – Smok, nie budził negatywnych emocji. Jego złość do świata była uzasadniona: zbawił wszystkich, a nie mógł ani przywrócić Marie, swojej ukochanej z powrotem do życia, ani też umrzeć i dołączyć do niej.

Druga część przybliża nas jeszcze bardziej do postaci Gabriela, a także jego rodziny, która przewija się przez całą drugą część w różnych formach.

Zacznijmy jednak od początku!

Naszego głównego bohatera spotykamy już na ekranie ładowania, gdzie dzieli się krótkimi przemyśleniami odnośnie naszego obecnego zadania. To całkiem sprytna opcja przybliżenia nam postaci, bowiem odniosłem wrażenie, jakbym rozmawiał z Gabrielem. Fakt faktem był to krótki monolog z jego strony, ale zawsze coś!

20180503233659_1

Przygoda jednak zaczyna się w zamku Draculi, który niegdyś należał do Carmilii. Majestatyczna, ale i upiorna budowla zdaje się rozciągać w każdą stronę świata, rozsiewając naokoło mroczną aurę.

Zakon, będący niegdyś częścią Gabriela, przeprowadzał kolejny atak na potężnego wampira. Na ich nieszczęście bardzo nieskutecznie. Oczywiście, aby trochę wyrównać szanse, przytargali ze sobą machinę bojową wzorowaną na tytanach z pierwszej części. Ale skoro im daliśmy radę to mamy przegrać teraz?

Machina koniec końców upada, a my, w opadającym kurzu po pokonanym kolosie, walczymy z kolejnym przeciwnikiem jakim jest Roland de Ronceval – złoty paladyn. Kiedy nasz przeciwnik zostaje pokonany robi ostatnią rzecz, jaka została mu w tej sytacji: wyciąga krzyż i modli się. Dracula wyśmiewa go, bowiem to właśnie on jest wybrańcem niebios. Gabriel chwyta za krzyż i modli się wraz z paladynem powodując potężną eurpcję światła, która zmiata wszystkich dookoła. Wszystkich poza naszym głównym bohaterem.

Ostatnim wspomnieniem z prologu jest moment, kiedy spotykamy Trevora. Aczkolwiek nie jest nam teraz dane wiedzieć, co wydarzyło się tamtego dnia.

Po wielu setkach lat Dracula przebudza się w niewielkim kościele w swoim zamku. Ludzkość, pozbawiona groźnego przeciwnika, zeszła z wojennej ścieżki i popędziła z rozwojem przed siebie, przez co nasza przygoda rozpoczyna się w czasach nowożytnich. Zamek wampira został przerobiony na miasto – aczkolwiek pewne jego części pozostały dla nich niedostępne, o czym będzie powoli się przekonywać wraz z rozwojem historii.

Gabriel, osłabiony po wiekach głodówki, owija się jakimś materiałem i wyrusza na pierwszy od dawna spacer. Spotykamy jednak chłopca, będącego wizreunkiem młodego Trevora, kierującego nas w boczną uliczkę, gdzie jakaś mroczna istota mało co nie pozbawia nas życia. Z pomocą jednak nadciąga nieznana nam postać, która zabiera nas do Zobeka – naszego ukrytego nemesis z pierwszej części. W jego “kryjówce” pożywiamy się jaką rodziną, aby odzyskać trochę sił.

20180504003945_1

Zobek dzieli się z nami informacją o powrocie jeszcze gorszego zła: Szatana. Naszym celem staje się teraz przeszkodzenie w jego powrocie. Nasz były przeciwnik zachęca nas do walki z Szatanem poprzez obietnicę podarowania nam Zabójcy Wampirów (Vampire Killer) – krzyża bojowego, który ma być w stanie zabić Gabriela i zakończyć jego klątwę. Dracula, zwabiony taką ofertą, przyjmuje zadanie.

Nasza przygoda dzieli się teraz między szukaniem akolitów Szatana, a krążeniem po zamku za wizją młodego Trevora i duchem Marie, aby powoli odzyskiwać swoje bronie i moce. Wszystko po to, aby przygotować się do ostatecznego starcia.

Spotykamy wiele postaci z przeszłości, które na swój sposób próbują namieszać i utrudnić nam zadanie. Pośród naszych potyczek poznajemy Victora Belmonta – ostatniego z naszego rodu, który poświęca się dla nas, aby wyciągnąć przedostatniego akolitę z ukrycia. W międzyczasie zbieramy fragmenty Lustra Przeznaczenia (Mirror of Fate) dla młodego Trevora i walczymy z manifestacją naszej mrocznej duszy i krwi.

Przed ostatecznym pojedynkiem zostajemy “zesłani w przeszłość”, aby odzyskać utracone wspomnienia. Wracamy do momentu, kiedy po pokonaniu złotego paladyna, spotykamy Trevora, znanego teraz jako Alucard. Przedstawia on nam swoje ostrze: Crissaegrim – wykute z kawałka Zabójcy Wampirów. Miecz ten może wprowadzić Draculę w sen na tyle głęboki, aby wszyscy, włącznie z Szatanem, myśleli, że on nie żyje. Stan ten oczywiście uszkodził jego pamięć, więc nikt, poza Alucardem, o tym nie pamiętał.

Gra zabiera nas w z powrotem w “teraźniejszość”, gdzie towarzyszący nam ochroniarz Zobeka okazuje się być Alucardem. Zgodnie z planem pozwalają, aby rytuał został ukończony, a Szatan przybył na ziemię, aby po raz kolejny ponieść klęskę. Zobek, dowiedziawszy się o naszym planie, jest wielce niezadowolony (wszak to on oberwał solidnie od Szatana w pierwszej części). Przybiera więc swoją prawdziwą formę i stacza z nami pojedynek, który oczywiście przegrywa z kretesem.

Naszym następnym celem jest Szatan, bardzo niepocieszony, że Gabriel żyje. Początki naszej potyczki to właściwie gonienie naszego nemesis, aby spuścić mu zasłużony łomot. Niestety nasz przeciwnik przejmuję kontrolę nad Alucardem i staczamy walkę z własnym synem. Czego jednak zdaje się Szatan nie wiedzieć to to, że ani Dracula, ani jego syn nie mogą się nawzajem zabić. Koniec końców wygrywamy walkę, uśmiercając po raz kolejny naszego przeciwnika przy użyciu Zabójcy Wampirów.

Przyznam szczerze, że kiedy zacząłem grać w serię gier Castlevania to po prostu zassała mnie ona na dobre. Prosta, ale emocjonująca opowieść o Gabrielu Belmoncie zajęła mi wiele godzin, podczas których z zapartym tchem w piersiach (a niekiedy przekleństwem bojowym na ustach) przedzierałem się przez kłody rzucane pod nogi przez okrutny los, współczując głównemu bohaterowi z całego serca jego przeznaczenia. On jednak stawał mu naprzeciw i za to go podziwiałem oraz szanowałem.

Rozstanie, jakie spotkało mnie w Castlevania: Lords of Shadow 2 było wręcz bolesne. Koniec gry wszak nie wyjaśnił, czy Dracula kiedyś jeszcze powróci, czy znalazł już upragniony spokój i wraz z Marie kroczy pośród wieczności.

Twórcy jednak nie pozwolili mi się tak po prostu rozstać z serią i wydali dodatek, w którym wcielimy się w postać Alucarda przygotowującego się na powrót Draculi. O tym jednak rozpiszę się w ostatnim już wpisie z tej serii gier.

Mefisto

#146. Castlevania: Lords of Shadow 2 Read More »

#145. Znowu razem!

Dwutygodniowy pobyt Połówki w Polsce zakończył się. Na szczęście! Chociaż Smoczyński był bardzo dzielny to bywały momenty, gdzie dzwoniliśmy do Połówki w nocy, aby odbyć pocieszającą videorozmowę. Nawet zastanawialiśmy się, czy nie powinniśmy skrócić tej rozłąki… Ale udało się! Następnym razem pojedziemy już razem. 🙂

Oczywiście Połówka wróciła z prezentami! Smoczyński dostał koparkę, betoniarkę, zestaw informatyka (śrubokręt na zepsute serwery i siekierę na niepłacących klientów :P), kierownicę, świecące piłeczki i kilka innych rzeczy. Najbardziej jednak przypadła mu do gustu tablica do rysowania, na której jeszcze nie umie rysować (ale próbuje) i koparka, przy której tańczy ze szczęścia. 😉

Mamy też w domu całkiem fajną replikę repliki broni strzelającą kulkami. Relaksujące zajęcie!

IMG_20181005_145813

Innego dnia Połówka urządziła sobie strzelanie w kuchni, a potem znalazłem kulkę w obiedzie… Na szczęście przed próbą zjedzenia. Przypadek czy zamach? 😀

Tradycji stało się za dość i dostałem wymarzone dodatki do Sims 4 – Cztery Pory Roku oraz Zestaw 4 czyli Wampiry, Pokój Dzieciaków i Zabawa na Podwórku. Najbardziej zależało mi na wampirach, ale skoro dają resztę w zestawie… Pozwala mi to zająć się jednym projektem, nad którym pracuję w ciszy od kilku miesięcy, a dzięki temu będę mógł zacząć realizować mój pomysł w pełni. 😀 (nawet Połówka mi przy tym ostatnio pomagała – Smoczyński za to przeszkadzał bardzo, aż ucierpiało na tym łóżko w grze)

IMG_20181005_135007

Będąc przy temacie gier wspomnę tylko, że niedawno przeportowano Life is Strange: Before the Storm, a ostatnio dotarła do mnie wieść, że i Life is Strange 2 doczeka się swojego portu na systemy Linuksowe. Także każdy, komu podobała się moja interpretacja gry Life is Strange, ma szansę doczekać się kontynuacji tejże gry. 🙂 Nie wiem jeszcze kiedy, bowiem ostatnio kupiłem kilka gier, którymi się zajmę, a także chciałbym się przyjrzeć innym tytułom znajdującymi się w moim posiadaniu. Ich liczba zbliża się do 250 pozycji. Opublikowanych opisów gier (bez dodatków) mam jedynie 28… Wypadałoby jednak zwiększyć procent gier, które przeszedłem (tudzież sforsowałem), a które są już w moim posiadaniu.

GOG niedawno świętował swoje dziesięciolecie! Z tej okazji stworzyli ankietę i pozwolili społeczności wybrać sobie prezent w postaci jednej z trzech gier. Wybory wygrał Shadow Warrior 2, więc przez kilka dni można było dodać grę za darmo do swojej biblioteki. Było to naprawdę miłe i zaskakujące z ich strony. Mam nadzieję, że ich inicjatywa z grami pozbawionymi DRM będzie trwać wiecznie. 🙂

Naczekałem się na mój dysk SSD, ale się doczekałem! Chociaż było w związku z tym trochę zamieszania, bo dysk w laptopie padł i Połówce zależało na wymianie go – najlepiej na SSD. Także zgodziłem się oddać mój używany dysk w zamian za nowy: Samsung 860 Evo, bowiem ten charakteryzuje się wydłużoną przez producenta żywotnością, a mi w sumie na tym zależy, skoro będę instalował i odinstalował gry na okrągło. Opłaciło się poczekać. 🙂 Zaktualizowałem nawet zakładkę O MNIE, aby uwzględnić nowy nabytek. 🙂

IMG_20181009_125505

Skoro zbliżają się Halloween, Święta i moje urodziny to postanowiliśmy zrobić sobie prezenty z tych okazji (zwłaszcza, jeśli są na nie przeceny). Połówka skromnie stwierdziła, że chce Samsunga Galaxy S9, bo S9+ jest za duży, a skoro ma dostać nowy telefon to chce też zegarek Galaxy Watch. Jako, że jestem Piekielny Mikołaj to paczka przyszła piekielnie szybko. 😉 Serio, Samsung się popisał – paczka zamówiona w sobotnią noc doszła w poniedziałek po południu.

Fajną funkcją Galaxy Watch jest to, że można teraz sterować żarówkami (Philips Hue) za pomocą zegarka i włączać je bez proszenia o to Alexy (albo raczej tej-której-imienia-lepiej-nie-wypowiadać) lub korzystania z telefonu.

S9+ stał się przez to własnością wspólną i będzie służył nam do gier lub zdjęć (bo ma dobry aparat). Zamierzam przysiąść do gier mobilnych i kilka opisać (jedna się już opisuje od dawien dawna :P). Może nawet zainteresuję się VR… 😉

Smoczyński dostał zagródkę, którą można rozmontować na części i ogrodzić część pokoju. Jemu da to trochę samodzielności, a na pewno sporo więcej wolności, a nam chwilę wytchnienia, kiedy będziemy obserwować jego dzikie harce z odległości. Jedna ze ścian zagródki ma wmontowane zabawki takie jak telefon, czy obracające się plastikowe kulki, więc jest wręcz wniebowzięty. 😉 Ma to o tyle dobry efekt, że można go tam wrzucić i potrafi godzinami się bawić (no chyba, że źle się czuje albo go głowa boli – wtedy trąbi na całego).

Ostatnio zauważyliśmy, że kiedy otworzymy drzwiczki do zagródki to Smoczyński zaraz leci, zamyka je, szarpie chwilę, aby upewnić się, czy się zamknęły i wraca do zabawy. I tak za każdym razem. To jest chyba jego sposób na powiedzenie: nie chcę wychodzić. 😀

A ja w sumie nie wiem, co chcę dostać i nie wiem na razie, czy będę coś chciał. Chociaż nie powiem, że nie podobają mi się pewne tablety do rysowania… :>

Co do kwestii leczenia to jest postęp: mamy dokładne badania Połówki i teraz możemy męczyć lekarzy, w tym immunologów, o wdrożenie leczenia. Wcześniej było “nie, bo nie ma bakterii X”, a właśnie się okazało się jest i X, a nawet i Y, czyli dwie najbardziej bydlackie z grupy. Dotarcie do tego miejsca zajęło nam kilka lat, ale mam nadzieję, że następne lata zajmie już tylko (skuteczne) leczenie.

W kwestii moich badań to dalej mam mizerne wyniki, ale nie mam cukrzycy (bo tylko to dodatkowo sprawdzili)! I to tyle z ich badań. W tej chwili mogę mieć nawet raka, ale co tam. “Za młody jestem na takie rzeczy”. Raczej nie jest tak źle, ale miło byłoby to zbadać tak na wszelki wypadek, bo lista kondycji mogących powodować mój stan jest długa jak rolka od papieru…

Smoczyński zaszalał i postanowił, że wyrośnie mu pół szczęki zębów. Nie żartuję. Nagle zaczęło mu rosnąć wszystko: zęby, włosy (miał takiego uroczego włoska o długości 4cm – musieliśmy go ściąć, bo łaskotał go po uchu :D). Ponadto coraz częściej z nami rozmawia po swojemu, a my grzecznie prowadzimy z nim dyskusję. Choć patrząc na to z boku musi to śmiesznie wyglądać, kiedy dwoje potworów (czyt. ja i Połówka) rozmawiamy np. o polityce, a Smoczyński wyskakuje ze swoim BABABA, a my tak szczerze zaczynamy bić mu brawo i mówimy, że takich ekspertów nam trzeba. 😀 To jak? Smoczyński na prezydenta?

A teraz będę się kajał. Zawaliłem nagrywanie Yooka-Laylee. Było sporo powodów, ale moja wina, powinienem był się bardziej starać. Spróbuję się poprawić i wyrobić sobie jakąś regularność np. co dwa tygodnie wrzucać filmik.

Co do nagrywania to Połówka poradziła mi praktykować gadanie o grze do Smoczyńskiego. Wszystko z tego powodu, że czasem się za bardzo skupię i milknę na trochę. No i taki trening miałby sens, gdybym nie musiał w między czasie wydrzeć się NIE LIŻ TEJ ŚCIANY albo NIE ŻRYJ TEGO. To tak jakbym podczas nagrywania krzyknął SIEDŹ PROSTO albo NIE MRUGAJ TYLE, BO CI OCZY WYPADNĄ. 😀

Z cyklu domowego ogródka: wyhodowaliśmy imbir. Po prostu zaczął się rozrastać to odciąłem, co urosło, i wsadziliśmy to do doniczki. Urósł całkiem ładny kwiatek.

IMG_20181013_164248

Nie wiemy jeszcze, czy jest zjadliwy. 😉 Na pewno jest szybki w hodowli: zajęło to jedynie lekko ponad miesiąc…

Co do moich wszystkich planów to zrobiłem głupotę, że starałem się wszystko robić na raz. Mam na to zdecydowanie za mało czasu i zdrowia. Dlatego postanowiłem robić wszystko stopniowo i mam nadzieję, że pójdzie mi zdecydowanie lepiej. Pierwszy krok to zrobić rysunki do pewnej serii dla blogów. Niedługo się okaże do której. 🙂

Nie będę przedłużał, bo i tak wyszła mi już spora notka. W następnej pewnie zrelacjonuję cały szalony rok, jaki minął (bo będzie wszak po moich urodzinach). Mam też cichą nadzieję, że uda mi się do tego czasu nagrać dwa filmiki (a może nawet więcej). Trzymajcie za mnie kciuki! 🙂

Mefisto

#145. Znowu razem! Read More »

#144. SWTOR: Nathema Conspiracy

Screenshot at 2018-07-08 22-49-59

Chwilę mi to zajęło, ale w końcu przysiadłem do, jak się okazało, ostatniego rozdziału tej krótkiej opowieści. W ramach przypomnienia wspomnę, że we wszechświecie panuje spisek przeciwko nam, Theron okazał się zdrajcą, a ja obiecałem mu lot przez asteroidy będąc przyczepionym za kostkę do statku. Czy jednak słusznie?

Screenshot at 2018-07-08 22-31-51

Hylo Visz (kobieta przewodnicząca przemytnikom, która dołączyła do nas jeszcze w trakcie walk z Arkannem) poinformowała nas, że jej ludzie odkryli dziwny sygnał z opuszczonej, imperialnej stacji nasłuchowej. Tam odkrywamy, że przedziwny mężczyzna, mający (jak zawsze) wielki żal do nas, podsłuchiwał nas cały czas, planując naszą zagładę. Na jednym z nagrań spotykamy (nagiego) Therona, który oferuje swoją pomoc w zamian za możliwość przyłączenia się do wielkiego spisku.

(widać ktoś już go gorzej sponiewierał niż ja miałem to w planach)

A na czym ten spisek polega? Na przebudzeniu Zildroga. W tym momencie gry niewiele o nim wiemy, ale, znając mordercze możliwości poprzednich maszyn-bogów, jesteśmy nastawieni na najgorsze.

Ciągiani przez los trafiamy na planetę Nathema, gdzie rozpoczynamy wyścig z czasem, aby powstrzymać naszego przeciwnika. Spotykamy Therona, który wyjaśnia nam, że odkrył podsłuch dawno temu i – chcąc nas chronić – zgodził się na współpracę, aby poznać plany naszego tajemniczego nemesis i pokierować nas bezpośrednio do niego.

Udaje się nam powstrzymać kolejne zagrożenie, chociaż dzieje się to za cenę dwóch najpotężniejszych broni, jaką dysponowali Alianci. Może to i lepiej? Czas pokaże…

Nasza postać postanawia rozwiązać sojusz i wrócić do wspierania działań Imperium (tym razem jednak wybrałem ich). Doczytałem, że dalsza historia będzie dotyczyć działań między Imperium, a Republiką, a kontynuacja ma mieć miejsce jesienią tego roku. Cóż, z niecierpliwością czekam! W szczególności, że będzie to też rozwijać sprawy sercowe naszej postaci (jeśli wybraliśmy do romansów którąś z dostępnych postaci).

Mefisto

#144. SWTOR: Nathema Conspiracy Read More »

#143. Kącik Podróżniczy nr 2 – Clevedon Pier

CLEVEDON PIER

map

Maj był dla nas burzliwym miesiącem. Było to dosłownie chwilę po tym, kiedy musieliśmy szukać nowego mieszkania na gwałt. W międzyczasie przyjechała jeszcze do nas moja matka, która, chociaż starała się bardzo mocno, niekiedy właziła nam pod nogi, kiedy biegaliśmy w szale szukając rozwiązania.

IMG_20180513_133059

Nie było to zdrowe, więc postanowiliśmy wybrać się na Clevedon Pier – wielkie molo zakończone pagodą znajdujące się w najstarszych dzielnicach Clevedon. Było to zarówno odprężające jak i magiczne doświadczenie! Przypomnę, że molo zbudowany w 1869. Użyto przy tym szyn, które ostały się po budowie kolei. W 1970 uległo częściowemu zawaleniu, a w 1989 otwarto je na nowo.

Wstęp kosztuje £3.00 (jest również opcja gif-aid, gdzie płacimy £3.30, a molo otrzymuje wsparcie od rządu w wysokości 25% kwoty biletu). Jest to niewielka kwota, która w całości idzie na utrzymanie mola. Na stronie wyczytałem, że można też wynająć wędkę i spróbować swych sił w łowieniu ryb.

Magia zaczęła się już na samym początku, bowiem niewiele brakowało, aby zdmuchnął nas wiatr, kiedy staliśmy przy punkcie z biletami. Niezrażeni ruszyliśmy dalej, aby odkryć, że wiatr gdzieś się po drodze zgubił. Dosłownie tak, jakby molo było osłonięte niewidzialną powłoką! Aczkolwiek przy dotarciu do pagody powłoka musiała się skończyć, bo wiatr znowu próbował wrzucić nas do wody.

Na długości całego molo były tabliczki z wygrawerowanymi wyznaniami, czy życzeniami… Jest to kolejna forma dotacji, jaką oferuje molo. Według strony, od 1989, jest ich ponad 13 tysięcy! Nie powiem, że była to ciekawa zabawa szukanie coraz to bardziej interesujących tabliczek.

Najbardziej to wszystko przeżył Smoczyński. Dla takiego wilka morskiego jak ja widok wody, czy plaży to nic takiego. Mieszkałem ledwie kilkaset metrów od morza, a ojciec nie raz sadzał mnie za sterem wodnego bolidu. Ale dla niego to był pierwszy raz, kiedy widział fale. I to nie jego nogi je powodowały! W bezpiecznym objęciu Połówki nasz mały bąbel wychylał się odważnie i obserwował jak morskie bałwany rozbijają się o metalową konstrukcję mola, jak wędrują ku brzegowi, aby przepaść i zniknąć wsiąkając w piach. Ten widok pochłonął go całkowicie! Co dla nas było zwykłą wycieczką, dla niego było przygodą godną poszukiwania Złotego Graala! Patrząc na niego odnalazłem w sobie perspektywę dziecka; trochę okurzoną od tych wszystkich złości.

Wiatr jednak wiał coraz mocniej i podjęliśmy decyzję o odwrocie. Zajrzeliśmy pośpiesznie do kafejki w pagodzie, ale że nie mięli nic, co by pasowało naszym wyszukanym gustom to rozpoczęliśmy marsz w kierunku brzegu bogatsi nie tylko o nowe wrażenia, ale i niesamowite doświadczenie, jakim jest pokazanie dziecku otaczającego świata.

Było warto!

W punkcie biletowym za to czekało na nas jeszcze niewielkie muzeum, o którym wspomnę w następnym wpisie!

Mefisto

#143. Kącik Podróżniczy nr 2 – Clevedon Pier Read More »

#142. Azjatyckie łakocie cz.7

Kolejnym ciekawym słodyczem z chińskiego supermarketu, na jaki natrafiłem, jest suszona brzoskwinia. Jest to chyba jedna ze słodszych rzeczy, jakie jadłem spośród azjatyckich łakoci, aczkolwiek nie mogę zarzucić temu przysmakowi przesady, jaką odczuwam jedząć europejskie odpowiedniki.

Chociaż jest niewielka, to na pewno jest to cała brzoskwinia, bowiem każdy osobno zapakowany smakołyk zawierał pestkę (odpowiedniej wielkości jak napestkę przystało).

Polecam każdemu, kto lubi nieco bardziej słodkie rzeczy.

Mefisto

 

#142. Azjatyckie łakocie cz.7 Read More »

#141. Kącik Techniczny nr 2

Valve zaskakuje mnie już od dłuższego czasu. Wpierw powstał SteamOS w oparciu o Debiana (jeden z systemów Linux), a teraz, ku mojej radości, wypuścili coś, co nazywa się Proton, który pojawia się też pod nazwą ValveSoftware lub Steam Play. (link do artykułu)

Screenshot at 2018-08-22 02-55-19

Proton to specjalnie przygotowany program wine (a najprościej tłumacząc jest to program służący do tłumaczenia zachowań gier operujących domyślnie na systemie Windows tak, aby rozumiał je Linux), który w połączeniu z ich jeszcze do nie dawna w tajemnicy fundowanym projektem dxvk (czyli dodatkową nakładką, które efektywnie tłumaczy grafikę generowaną przez DirectX11 na Vulkan). Oznacza to, że na linuksowej wersji Steama mogę instalować i odpalać gry, które zostały wydane tylko na Windowsa. Nie każda gra działa, bo to wciąż rozwijany projekt, ale spora część pozwala się już bezproblemowo uruchomić.

Zgodnie z wypowiedzią Valve, windowsowe gry odpalone poprzez Protona w aplikacji Steam będą liczyły się jako odpalone na systemie Linux/SteamOS, co pozwoli twórcom mięc wgląd w dokładnie statystyki na temat tego ilu użytkowników innych systemów niż Windows korzysta z gry. Oznacza to nic innego jak szansę na zauważenie przez deweloperów i – być może – wsparcie z ich strony.

Jestem zaskoczony i zadowolony. Dzięki dxvk gram bezproblemowo w takie gry jak Far Cry Primal, Dark Souls czy The Elder Scrolls Online. Uważam to za bardzo duży krok w stronę graczy korzystających z systemu Linux. Zostaliśmy zauważeni i coraz intensywniej jesteśmy włączani do coraz większego świata gier.

Screenshot at 2018-09-21 20-11-32
Screenshot z The Elder Scrolls Online

Moim marzeniem jest, aby kiedyś granie ograniczała jedynie wyobraźnia, a nie preferencje systemowe. Powoli tak się staje, a ja trzymam mocno kciuki za rozwój w tym kierunku!

Dla ciekawskich: tutaj jest lista z działającymi tytułami, które aktywnie zgłaszają gracze.

Mefisto

#141. Kącik Techniczny nr 2 Read More »

Scroll to Top