bol

#431. Bez różnicy

Coraz mocniej rozumiem ludzi, którzy swoje zwierzęta nazywają swoimi dziećmi. Nie to, że tego nie rozumiałem, ale po prostu coraz mocniej się w to wczuwam i przestaję widzieć różnicę między Ferbikiem a Smoczyńskim. Przynajmniej w kwestii uszkadzania swojego ciała.

Tydzień 1: Smoczyński wybiegł z pokoju, ja za nim. Zabrakło mi dosłownie pół sekundy, aby go złapać. Potknął się i rypnął o szafkę na przedpokoju. Efekt? Rozgryziona warga i wizyta w szpitalu. Swoją drogą ciekawe, że zamiast zakładania szwów używa się teraz specjalnego kleju.

Tydzień 2: Ferbik latał jak opętany i walnął się (chyba) o moje biurko. Efekt? Rozwalona mikroskopijna małżowina uszna. Rozwalona dwa razy, bo później rypnął jeszcze o drzwi. Za dużo czasu spędza ze Smoczyńskim najwyraźniej.

Także stwierdzam oficjalnie, że dzieci to zwierzęta, a zwierzęta to dzieci.

Mefisto

#431. Bez różnicy Read More »

#233. Ku pamięci dobrej duszy

Od kilku dni było już wiadomo, że wszystko jest przesądzone, ale najgorsze stało się dzisiaj. Moja psina, ta z rodzinnego domu, odeszła. Rak wrócił i zabrał ją, pomimo iż walczyła do samego końca, chociaż już nie musiała. Niestety leki nie pomogły, a kolejne objawy pojawiały się i piętrzyły. Kiedy nadeszły duszności trzeba było podjąć najcięższą decyzję. Jedno trzeba jej przyznać: pomimo raka udało się jej dotrwać pełnoletności.

Niby człowiek całe pieskie życie oswaja się z myślą, że ta istota plącząca się pod nogami kiedyś odejdzie, a jednak kiedy nadchodzi najgorsze, człowiek stoi i nie wie, co ze sobą zrobić. Znowu w sercu panuje dziwna pustka, znowu gdzieś tam w środku boli, a ja po prostu chciałbym się zapaść gdzieś w ciemność, zdala od tego wszystkiego. Na powierzchni jednak trzymają mnie dobre wspomnienia z udziałem psiny.

Zawsze przy mnie była. Kiedy przyjaciele obiecujący, że zawsze przy mnie będą odchodzili, ona była i witała mnie donośnym szczekaniem. Kiedy rodzice mnie zawodzili, ona była i podnosiła mnie na duchu. Kiedy zaczynałem we wszystko wątpić, ona była i pokazywała mi, że nie wszystko stracone. I chociaż mnie nie było przy niej przez tyle lat, zawsze łączyła nas duchowa więź.

A teraz ta więź została przerwana. I niby nic się w moim życiu nie zmienia, a jednak czuję się jakby wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Ta dobra duszyczka, która wniosła tyle do mojego życia, odeszła. Nie mogę po prostu w to uwierzyć. Ten niezniszczalny tytan odszedł. Ten potwór pożerający baterię i czekoladę, dopijający niedopite drinki, wciągający sreberka od słodyczy… Ten najlepszy pies…

Ona zawsze miała pozytywny wpływ na moje życie i nawet na samym końcu dała mi kolejny cenny prezent. Dlatego nigdy nie zwątpię w psy: one zawsze myślą o nas.

Dziękuję Ci, przyjaciółko. Kiedyś spotkamy się znowu!

Mefisto

 

#233. Ku pamięci dobrej duszy Read More »

Scroll to Top