Interpersonalnie

#361. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.53 – Tabularasa

Siya doczłapała do łóżka i przysiadła na nim obserwując skrępowanego Wędrowca, który stał przy drzwiach, jak gdyby chciał przez nie przepłynąć i uciec jak najdalej stąd. Faktycznie: miał ochotę uciec, ale skoro zaczął temat to wypadałoby go zakończyć. Już brał głębszy oddech, aby wydusić z siebie tajemnicę tkwiącą mu w gardle niczym ość, lecz nagle poczuł silne pchnięcie i wpadł w głąb pokoju. Kiedy się obrócił, zobaczył Smoka wesoło dreptającego do pomieszczenia i zamykającego za sobą drzwi.

– No co? – zapytał, a dziewczyna zrobiła wielkie oczy i pokazała na Prastarego.

– On mówi! – niemalże krzyknęła, po czym sama zatkała sobie usta, aby nie wydrzeć się po raz kolejny.

– Tak, gadam, nawijam i bełkoczę. Pełen zestaw. Jakbym miał kciuki to bym jeszcze kawę robił. – odparł nieco zgryźliwie, a potem usiadł na swym szacownym zadzie. – Wszakże Japeś miał ci wszystko wyjaśnić, ale myślę, że lepiej będzie, kiedy ja to zrobię.

Po tych słowach psie ciało upadło na ziemię, a tym razem miniaturowy Smok zbliżył się do Siyi. Była ona poniekąd przerażona, ale też i zachwycona. Prastary przybrał smoczą formę znaną ludziom z opowiadań, jednak jego postać wciąż była przezroczysta i miejscami błyszczała, jak gdyby ktoś obsypał ją brokatem. Otulił dziewczynę skrzydłami i pokazał jej jak wygląda Kraniec Czasu. Chociaż trwało to tylko chwilę, Smok był w stanie opowiedzieć jej spory fragment historii magicznych istot (który oczywiście uważał za adekwatny dla ludzkiego rozumowania). Po skończonym seansie wrócił do swojej ziemskiej formy.

– Jesteście magicznymi istotami? – zapytała dla potwierdzenia, a Japeś ze swym mentorem kiwnęli głowami. – I Jake też?

– Tak. – odparł Wędrowiec. Siya westchnęła ciężko. Zupełnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi, a jednak nie wydawała się ona taka straszna. Być może dlatego, że Smok przedstawił ją dosyć realistycznie i chociaż próbowała to wszystko sensownie wytłumaczyć, to powoli docierało do niej, że logika ludzkiego świata nie była w stanie pojąć Krańca Czasu.

– Potrzebuję czasu, aby to przetrawić. Mogłabym zostać sama? – Japeś tylko kiwnął głową i wyszedł, a Prastary poczłapał za nim. Bez słowa poszedł do kuchni, aby odpocząć. Wędrowiec za to wszedł do swojego pokoju i spojrzał na leżącego na łóżku Jake’a. Po jego nerwowym oddechu domyślił się, że Cień nie spał. Powoli położył się obok niego i objął go w pasie.

Przez dłuższy moment trwali w nieprzyjemnej dla uszu ciszy. Żaden jednak nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, aby tę paraliżującą ciszę przerwać. Wszakże co można by było powiedzieć w takiej sytuacji? Ledwie co wyszli z koszmaru, aby dotarło do nich, że ten koszmar tak prędko nie minie.

– Japeś… – Jake w końcu przełamał się i wydusił z siebie pierwsze słowo. Za nim poszły kolejne. – Przepraszam. Cały czas przynoszę nieszczęścia do twojego życia.

– Przestań. – burknął Wędrowiec urażony. – To nie twoja wina, że twój ojciec jest taki. Nie myśl o tym. Cieszmy się tym, że nikomu nic się nie stało.

– To nie takie proste. Gdyby nie ja, to nigdy by się to nie wydarzyło. – westchnął poirytowany na siebie i na swój los. Japeś wtulił się w jego plecy i mruknął niezadowolony. – Jestem jak czarny kot, co przynosi pecha.

– No to masz problem, bo ja lubię czarne koty i lubię twojego pecha. – odparł. Jake zaśmiał się pod nosem. Odwrócił się twarzą do Wędrowca i oparł swoje czoło o jego.

– Boję się, że kiedyś naprawdę stanie ci się krzywda przeze mnie. – pogłaskał go po policzku. Chociaż w tej chwili czuł się ciężarem dla całego świata to mimo wszystko dziękował w duchu za Japesia, który był dla niego niesamowitą podporą.

– Wiem, że się martwisz o mnie i doceniam to. Ale pamiętaj o tym, że wziąłem cię takiego, jaki jesteś: z całym bagażem nieszczęść, czy bez. Nie żałuję niczego. I cieszę się, że tobie nic się nie stało. – odparł. Jake uśmiechnął się łagodnie. Taki Wędrowiec to skarb. Wtulił się w niego i chłonął jego spokój, dziękując losowi, że ich drogi miały okazję się skrzyżować.

– Jesteś prawdziwym skarbem. – mruknął Cień, a potem odpłynął do krainy snów.

Nad ranem obudził ich Smok z dosyć pochmurną miną. Oboje zerwali się jak oparzeni i spojrzeli na Prastarą bestię.

– Właśnie miałem “telefon” od Merlina. Masz się zaraz pojawić na Krańcu Czasu. – burknął do Wędrowca. Jake patrzył na nich oboje w kompoletnym zdziwieniu.

– Dlaczego? – Cień zapytał wkurzony i jednocześnie przerażony.

– Nasz kochany Wędrowiec złamał zasadę i użył magii. Teraz musi się z tego wyspowiadać, a Rada zobaczy, czy może przymknąć na to oko. – odparł. Chłopak spojrzał na Japesia będąc w kompletnym szoku.

– Wiem, co sobie myślisz, ale w ten sposób mogłem go zaskoczyć. – mruknął do Jake’a. – Wiesz, że jestem gotów poświęcić nawet siebie, aby ci pomóc.

Cień kiwnął głową. Czuł się w środku jeszcze bardziej winny, bo gdyby nie on to przecież nie doszłoby do tego, prawda?

Smok kazał Japesiowi zebrać się czym prędzej. Wędrowiec pobiegł poinformować Siyę, że przez jakiś czas go nie będzie. Prastary został w ich pokoju i spojrzał na Jake’a, który znów zaczął siebie obwiniać o wszystko.

– Spokojnie. Wróci. Już zdążyłęm się za niego wstawić. Ale on tego jeszcze nie wie. – zaśmiał się zadziornie, a potem wyszedł z pokoju zostawiając Cień w kompletnym szoku.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

Mefisto

#361. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.53 – Tabularasa Read More »

#360. Stardew Valley

Stardew Valley to gra stworzona przez studio ConcernedApe, a wydana w lutym 2016 przez Chucklefish. Przyznam szczerze, że trochę nie wiedziałem jak się zabrać za opis ten pozycji, bowiem twórcy wyposażyli ten tytuł w wiele niesamowicie przeciwnych elementów, np. możesz być farmerem, a możesz też nawalać się ze zmutowanymi ziemniakami w kopalni. Możesz łowić ryby, a możesz też składać ofiary jabłkom z innego wymiaru, aby odbudowały dla ciebie dom kultury.

Wyobrażacie sobie chyba jak ciężko opisać taką grę? Podejmę się jednak tego wyzwania!

Po tym, jak stworzymy postać, mamy okazję poznać naszego dziadka: człowieka, z którego powoli ucieka życie. Zdardza on nam, że dostaniemy od niego prezent, kiedy będziemy go potrzebować. Tym prezentem jest akt własności farmy (uroczo nazwanej przeze mnie Wariatkowo).

Lądujemy w biurowcu Joja Corporation, ale po naszej postaci widać, że niezbyt dobrze się tam czuje. Cóż się dziwić. Biuro wygląda jak żywcem wyjęte z orwellowskiej wizji świata. Przypominamy sobie o liście od dziadka, który dał nam na łożu śmierci. Nie czekając ani chwili jedziemy do Stardew Valley zacząć nowe życie!

Miasteczko jest miłe, przytulne, a zarazem dziwne i pokręcone. Pracujemy tam na famie, hodujemy warzywa i owoce, ale możemy też wybrać się do kopalni zbierać minerały i rudy oraz walczyć z potworami. Za miasteczkiem mieszka czarodziej, którego żoną jest wiedźma. To dzięki niej otrzymujemy jajo Kurczaka Nicości (Void Chicken). W kanałach mieszka potwór handlujący dziwnymi towarami, a niedaleko mieszka Emily, której boję się do dziś przez jej legendarne schizy.

Gra oferuje multum atrakcji: pory roku, wydarzenia czasowe, urodziny mieszkańców, a także możliwość rozwijania głębszych relacji z w sumie 12 osobami z miasteczka. Udało mi się zostać chłopakiem ich wszystkich (i uniknąłem linczu za to!), a potem Całość, na podstawie opisu każdego singla i singielki, wybrała osobę, którą miałem poślubić. Zwycięzcą został Harvey, lokalny lekarz. Bo był bardzo miły. Mili wygrywają!

Swoją drogą każda z postaci w miasteczku ma swój rytm dnia zależy od godziny, dnia tygodnia, a nawet pory roku! Podziwiam twórców, że ponad 28 postaci zostało stworzonych w ten sposób!

Jednym z ciekawych zadań jest odbudowa domu kultury. Można to zrobić jedynie poprzez składanie ofiar z produktów swej ciężkiej pracy (złowione ryby, płody rolne, resztki potworów, itd.). Przy okazji nasze wesołe jabłuszka, nazywające siebie Junimos, naprawiają niedziałające rzeczy w mieście takie jak autobus, kolejkę, mosty, szklarnię, itd. Odbudowa domu kultury powoduje zacieśnienie więzi między mieszkańcami, a my mamy szansę na sfinansowanie budowy domu dla matki i córki, które całe życie mieszkały w przyczepie.

Kiedy kupowałem Stardew Valley myślałem o tym jak o normalnej grze, gdzie moim przeciwnikiem będzie jakiś robak zżerający mi marchewki. Aczkolwiek po zagraniu w ten zaczarowany tytuł stwierdzam, że jest tam tyle potworów, tyle przeciwności losu i ludzkich nieszczęść, że hodowanie warzyw to bardzo drugorzędny temat. Całość zwięcza ciekawa, trochę dziwna, ale w gruncie rzeczy miła dla ucha muzyka. W związku z tym moja przygoda z tym tytułem była bardzo udana, dlatego też bardzo mocno polecam!

Dla osób bardziej towarzyskich twórcy wydali też aktualizację, dzięki której można zagrać w wersję multiplayer. 😉

Mefisto

#360. Stardew Valley Read More »

#359. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.52 – Wewnętrzne demony

Japeś pośpiesznie podniósł się z podłogi i spojrzał na Jake’a mierzącego do swojego ojca z jego pistoletu. W oczach Cienia malowała się ogromna złość i nienawiść do swojego rodziciela. Dłoń drżała mu, jak gdyby resztki jego woli walczyły z silną potrzebą naciśnięcia na spust. Wędrowiec podniósł się z podłogi i zbliżył do chłopaka.

– Jake, odłóż broń. – powiedział stanowczo, jednak jego partner zdawał się utknąć w swoim świecie i skupiał się jedynie na swoim ojcu. Japeś powtórzył kilkakrotnie prośbę, za każdym razem zwiększając stanowczość w swoim głosie i zmniejszając dystans między nimi. Cień zauważył Wędrowca dopiero wtedy, kiedy ten ostrożnie położył dłoń na jego przedramieniu i delikatnie skierował pistolet w stronę podłogi. W duchu cieszył się, że Jake mimo wszystko potrafił zachować zimną krew i nie działać pod wpływem emocji. Japeś zapewne ostrzegawczo strzeliłby agresorowi w twarz.

Skupieni na sobie nie zauważyli, że mężczyzna podniósł się z ziemi rzucając się na Cień. Chłopak został pchnięty na ścianę i zacisnął palec na spuście, a broń wystrzeliła prosto w sufit. Do szamotaniny dołączył Japeś próbując odciągnąć napastnika, jednak szybko dotarło do niego, że nie miał najmniejszych szans. Powoli zaczął tracić nadzieję, ale nagle przypomniała mu się scena z serialu, gdzie bohaterka była w podobnej sytuacji. Nie mając nic do stracenia, a wiele do zyskania zrobił dokładnie to, co ona: ugryzł ojca Jake’a w kark najmocniej jak się da.

Mężczyzna zawył z bólu i puścił Cień, aby skupić się na zrzuceniu magicznej pijawki z siebie. Jake skorzystał z sytuacji i przyłożył swojemu ojcu z kolby pistoletu, a potem jeszcze raz, aż ten padł nieprzytomny na ziemię. Oboje spojrzeli na siebie zdyszani.

– Co to miało być? – zapytał Cień, a Wędrowiec wzruszył ramionami.

– Widziałem kiedyś podobną sytuację w serialu o wampirach… – odparł i uśmiechnął się głupawo. Usiadł na podłodze, podczas gdy Jake złapał za firanę, naderwał ją i związał swojego ojca, aby nie kusiło go zaatakować ich ponownie. Pomógł potem wstać swojej matce, jednak nie zdążył się nawet zapytać, czy wszystko w porządku, bo kobieta wtuliła się w swojego syna i zamarła tak na dłuższą chwilę.

Trwali w tym uścisku, aż na miejsce dotarła policja. Wszyscy troje złożyli zeznania, a ojca Jake’a zabrali funkcjonariusze.

Pomimo iż wszystko zdawało się wrócić do normy, to nikt nie czuł się tak jak dawniej. Każdy na swój sposób przeżywał tą sytuację w swojej głowie i nie mógł pogodzić się z faktem, że do tego wszystkiego doszło. Matka Jake’a została na noc, Cień leżał na łóżku kompletnie pozbawiony chęci do życia. Japeś chciał do niego dołączyć, ale zatrzymała go Siya.

– Wiem, że to może nie jest najlepszy moment, ale obiecałeś mi to wszystko wyjaśnić. – Wędrowiec wziął głęboki oddech i poszedł z nią do jej pokoju. Mentalnie przygotowywał się na wdrożenie człowieka w sprawy Krańca Czasu i konsekwencje, jakie z tego tytułu będzie musiał ponieść…

Mefisto

#359. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.52 – Wewnętrzne demony Read More »

#357. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.51 – Walka

Smokowi nie zajęło zbyt dużo szukanie Japesia. Wędrowiec wraz z Siyą udali się do pobliskiego parku. Dziewczyna robiła sobie przerwy siadając na każdej ławace, która znalazła się na ich trasie. A że były one oddzielone od siebie co pięć metrów, to daleko nie udało się im zajść. Pradawny pobiegł do swojego podopiecznego i telepatycznie przekazał mu informację o niebezpieczeństwie.

– Jake ma kłopoty. – powiedział do swojej towarzyszki, a ona spojrzała na niego bardziej wystraszona tym, skąd to wie, niż tym, że ich przyjaciel znalazł się w nieciekawej sytuacji.

– Skąd to wiesz? – zapytała zdziwiona. Japeś spojrzał na Smoka, a ten kiwnął jedynie głową.

– Obiecuję, że wszystko ci później wyjaśnię. Na razie musimy wracać. – chłopak wręczył jej swój telefon i spojrzał prosto w oczy. – Zadzwoń po policję, a ja pójdę przodem. Nie wchodź na górę tylko poczekaj na nich przed budynkiem. Tam jest ojciec Jake’a. Z bronią.

Dziewczyna na te słowa kiwnęła głową i zajęła się dzwonieniem na policję. Wędrowiec kazał Smokowi zostać z jego przyjaciółką, bo chociaż ona sama była bardzo waleczna, tak teraz musiała już uważać nie tylko na siebie.

Japeś pobiegł do budynku i wbiegł na swoje piętro schodami. Szybko jednak dotarło do niego, że z uzbrojonym mężczyzną nie będzie mieć najmniejszych szans. Zszedł więc piętro niżej i zapukał do upierdliwej sąsiadki.

– Potrzebuję mopa. Czy mogę go pożyczyć? – zapytał z wielkim przejęciem malującym się na twarzy. Był tak zdeterminowany, że kobieta poszła razem z nim pytać o tą śmiercionośną broń innych sąsiadów. Kiedy chłopak położył swoje dłonie na starym, solidnym, drewnianym kiju, zwrócił się do sąsiadów, aby poszli do siebie i nie wychodzili. Nikt nawet nie odważył się kwestionować słów wariata z mopem.

Japeś udał się pod drzwi swojego mieszkania i starał się nasłuchiwać, co się tam dzieje. Niestety jedyne, co docierało do jego uszu to przerażająca cisza. Nie chciał tam wpaść z impetem i sprawić, że ojciec Jake’a w przypływie złości zastrzeli kogokolwiek. Musiał się tam zakraść tak, aby ten nie wiedział, że Wędrowiec stoi tuż za nim.

Mógł użyć do tego magii, ale złamałby podstawową zasadę i jego ludzkie życie skończyłoby się praktycznie natychmiast. Natomiast gdyby użył drzwi, te na pewno zaskrzypiałyby i napastnik wiedziałby o jego nadejściu. Straciłby element zaskoczenia.

Japeś nie miał większego wyboru. Skupił się uważnie i wykrzesał z siebie nieco magii, aby wraz z mopem stać się magiczną mgłą i przejść przez szczelinę w drzwiach. Usłyszał kroki w kuchni, więc wciąż będąc niewidzialnym, zakradł się do pomieszczenia, aby zobaczyć Jake’a i jego matkę siedzących w rogu pokoju. Nad nimi stał agresor z bronią wycelowaną w ich stronę.

Wędrowiec zbliżył się do niego najbliżej jak się dało i zmaterializował się, aby bez chwili zwłoki przyłożyć mężczyźnie mopem tak mocno, aż ten pękł w jego dłoniach (a był zrobiony z solidnego drewna). Broń poleciała na drugą stronę kuchni, a Japeś rzucił się na napastnika.

– Jak śmiesz panoszyć mi się po domu z bronią i grozić moim bliskim! – krzyknął rozłoszczony. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, poczuł silne uderzenie i momentalnie znalazł się na podłodze. Nie mógł złapać oddechu. Po chwili dotarło do niego, że ojciec Jake’a siedział mu na brzuchu i go dusił. Ten uścisk był tak silny, jakby mężczyźnie zależało tylko, aby zmiażdzyć mu krtań.

Japeś nagle poczuł na sobie szarpnięcie, a potem z niesamowitą ulgą złapał oddech. Minęła chwila nim zobaczył Cień stojący nad swoim ojcem z bronią wycelowaną w jego głowę…

Mefisto

#357. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.51 – Walka Read More »

#356. Gamingowe podsumowanie roku 2020

Rok 2020 ani trochę spełnił moje oczekiwania. Oczekiwałem widowiskowego wejścia w nową dekadę, a, bądźmy szczerzy, zdrowo przydzwoniliśmy w ścianę i wciąż leżymy połamani pośród gruzu. Nikt z nas się tego nie spodziewał, ale życie toczy się dalej, bo nikt nie wymyślił do niego przycisku “pauzy”.

W tym całym chaosie cieszę się, że istnieją gry. To jak portal to innego świata, gdzie ludzie potrafią się zjednoczyć i wspólnie pokonać zło. Niemal jak lustrzane odbicie tego, co się dzieje w rzeczywistości.

Zgodnie z blogową tradycją oto moja lista trzech perełek, które sprawiły, że uciekłem do innego wymiaru, aby mierzyć się z problemami, które da się rozwiązać… Tutaj możecie znaleźć wszystkie gry w jakie przyszło mi grać w minionym roku.


STAR WARS JEDI: FALLEN ORDER


Uwielbiam gry z serii Star Wars, więc na mojej liście nie mogło zabraknąć tej pozycji.

W tej grze wczuwamy się w postać Cala Kestisa, młodego ledwie-Jedi, który uniknął rzezi dokonanej podczas Rozkazu 66. Przeznaczenie w końcu go dopada, a on staje przed największym wyzwaniem w swoim życiu.

Gra nie tylko urzekła mnie fabułą, ale też niesamowicie realistyczną grafiką i animacją postaci. Momentami czułem się, jakbym sterował postacią w filmie, a nie w grze, co dodawało dreszczyka emocji. Żałuję tylko, że fabuła mnie była trochę obszerniejsza, bo w tą grę po prostu chciało się grać.

No i dalej uważam, że Jedi lepiej jak siedzą na tyłkach i nic nie robią, bo więcej z tego pożytku. 😉

Zdecydowanie 10/10!


GRAVEYARD KEEPER


To jedna z moich ulubionych gier. Wizja twórców o tym, aby przydzwonił w ciebie samochód tak mocno, że budzisz się w średniwiecznej wsi jako grabaż naprawdę mnie urzekła. A wiadomo, że to nie były jedyne atrakcje.

Grę urozmaicały dziwaczne zadania, handlowanie ludzkim mięsem, wycinanie grzesznych części ciała trupom, aby nasz cmentarz dobrze wyglądał, ożywianie martwych, aby odwalali za nas robotę. No i jest jeszcze komunistyczny osioł i czaszka-alkoholik. Ta gra na stwierdzenie “nic mnie już w życiu nie zdziwi” odpowiada “przypilnuj mi programistę”.

To był tytuł 10/10!


DETROIT: BECOME HUMAN


Na mojej liście nie mogło zabraknąć tej gry.

Historia trzech naszych bohaterów jest naprawdę niezwykła, a jednocześnie (co jest w symie smutne) przekłada się na dzisiejsze czasy. Tutaj poznajemy trzy maszyny, z którymi zżywamy się i zauważamy w nich coś więcej niż tylko maszyny. Niezależne jednostki szukające swojego własnego sposobu na życie, na swoją wolność.

Bardzo mocno podobała mi się ilość wyborów i związanych z tym zakończeń. Nasz najmniejszy błąd potrafił pociągnąć za sobą inne postacie, więc każda decyzja musiała być przemyślana. A gra, dla dreszczyka emocji, niekiedy nie dawała ci czasu na przemyślenia.

Z tej gry naprawdę cieszyłem się w tym roku. 10+/10!


Na sam koniec dodam, że rok 2020 był rokiem Gwiezdnych Wojen na blogu, bo dominowały właśnie te gry. Postanowienie z zeszłego roku spełnione. 😉

A jak Wam minął 2020?

Mefisto

#356. Gamingowe podsumowanie roku 2020 Read More »

#355. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.50 – Patrząc w oczy bestii

Jake wpadł czym prędzej do domu, czym poruszył śpiącego na kanapie Smoka. Prastary rzucił mu tylko nienawistne spojrzenie i popełzł do kuchni, aby napić się wody. Cień przez chwilę nasłuchiwał ciszy w mieszkaniu (co było ewenementem, jeśli chodzi o życie z Japesiem) i ruszył w ślad za pradwną istotą.

– Gdzie są wszyscy? – zapytał patrząc na mocarną bestię połykającą niesamowite ilości wody. Jak gdyby chciał zapić kaca.

– Siya uparła się na spacer. – odparł, kiedy tylko nawilżył gardło na tyle, aby móc coś powiedzieć.

– O tej porze? – zdziwił się Jake, ale Smok momentalnie posłał mu spojrzenie, które samo za siebie mówiło “a pamiętasz jak uparła się na pizzę z ananasem i śledziem, i ile czasu po niej wymiotowała”. Ciąża wszak rządziła się swoimi prawami. Cień kiwnął jedynie głową i poszedł wziąć szybki prysznic, aby zmyć z siebie trud całego dnia. Wrócił potem do Prastarego, aby znaleźć odpowiedzi na męczące go pytanie: kim był tajemniczy pies, który ocalił mu życie.

Smok zamyślił się na długą chwilę i spojrzał uważnie na swojego kolejnego podopiecznego.

– Nie wiem, co ty bierzesz, ale nie ma gadających psów. – odparł zadziornie.

– Wiesz o co mi chodzi. To była istota z Krańca Czasu. – westchnął, a jego upierdliwy mentor znowu się zamyślił.

– Cóż. Na pewno nie jest to opiekun żadnego Wędrowca, bo innego Wędrowca, poza naszą pierdołą, tu nie ma. Jedyna szansa na to, że trafiłeś na Poszukiwacza albo Obserwatora. – mruknął, a potem ziewnął przeciągle. Otworzył pysk najszerzej jak się dało i został w takiej pozycji. Jake, znając bestię na tyle dobrze, wyciągnął z lodówki babeczkę truskawkową i wcisnął pradawnej istocie w pysk. Wiedza w końcu miała swoją cenę, a ten byt wybrał bardzo dziwną walutę.

– Jest szansa, że dałoby się go znaleźć? Chciałbym podziękować. W końcu, jakby nie patrzeć, prawdopodobnie uratował mi życie. – Smok na te słowa kiwnął potakująco głową i obiecał się popytać wśród magicznych stworzeń, aby dowiedzieć się, które z nich ocaliło Cień przed ludzkimi problemami.

Nim jednak zagłębili się w dalszą dyskusję, rozległ się dzwonek do drzwi. Jake stwierdził, że to pewnie Japeś i Siya wrócili ze spaceru, a widząc światła w mieszkaniu domyślili się, że chłopak zdążył wrócić do domu przed nimi. Ruszył do drzwi i już zaczął je otwierać, kiedy te zostały nagle pchnięte z impetem. Na Cień wpadła jego matka, a zaraz za nią zauważył sylwetkę jego ojca celującą do nich z pistoletu.

Oboje z rodzicielką wpadli na ścianę. Jake patrzył się prosto w lufę broni i czerwone ze złości oczy swojego prześladowcy. Kątem oka zobaczył jak Smok przybiera postać mgły i przeciska się między agresorem a drzwiami.

– Biegnę po Japesia. Postaraj się grać na zwłokę. – poinformował Cień telepatycznie nim zniknął na korytarzu. Jake modlił się w duchu, aby był w stanie zatrzymać bieg wydarzeń na tyle długo, aby zdążyła dotrzeć pomoc…

Mefisto

#355. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.50 – Patrząc w oczy bestii Read More »

#354. Przedświątecznie

Dzień dobry wieczór!

Czuję się, jakby mnie tu wieki nie było. Chyba głównie dlatego, że bardzo zakłóciłem mój blogowy rytuał zarówno pisania notek, jak i ich czytania.

Studia przygniotły mnie w ostatnim czasie i ledwo dyszę. Fakt, moja najgorsza ocena w tej chwili to 75%, ale ile mnie to kosztuje i sił, i czasu, i zdrowia psychicznego… Jeszcze się okazało, że znowu będą egzaminy zdalne i czuję się, jakby uszło ze mnie powietrze. Bo tyle się teraz staram, a potem i tak zaniżą mi oceny…

Staram się nie poddawać, ale pewnie się domyślacie, że to nie jest takie proste.

Pozytywnym akcentem moich studiów jest to, że natrafiłem (dzięki innym studentom) na reklamę reMarkable 2. Jest to tablet, który ma zastąpić notes. Dostałem go na urodziny (z lekkim opóźnieniem, ale zamawialiśmy go w przedpremierze w lipcu i trochę trzeba było poczekać) i jestem w nim na zabój zakochany. Nie marnuję już tyle papieru na moje notatki. Nie muszę ich skanować tylko przegrywam na komputer. Tablet ma bardzo dobry i czuły wyświetlacz (e-papier), więc pisania po nim niewiele się różni od pisania po kartce (jedyna różnica jest taka, że jeszcze nie przytrafiła mi się tak zimna kartka :P), a w przeciwieństwie do kartki mogę poprawić, edytować, przenieść, wykasować dowolne elementy. Genialna rzecz!

No i jeszcze Całość wyczaiła, że można się na niego logować przez konsolę przez ssh, bo na pokładzie jest zmodyfikowany Linux. 😀

Jeśli chodzi o świat grier to, jak się łatwo można domyśleć, jaram się obecnie Cyberpunkiem. 😀 Gram od dnia premiery i chociaż było trochę problemów to bawię się przednio. Gra ma bardzo dużo detali, które po prostu cieszą i oko, i serce. No i jeszcze jest Keanu Reeves <3. Jaram się jak zapalniczka. 🙂

9-tego grudnia wyszła kolejna część fabuły w Star Wars: The Old Republic. Jeszcze się za nią nie zabrałem (no bo Cyberpunk), ale zamierzam się zapoznać z wątkiem, bo czekałem na niego już od wakacji, ale covid trochę wszystko przedłużył.

Smoczyński robi postępy w nauce obsługi komputera. Opanował już mysz i sam sobie gry włącza (i usilnie dodaje mi Chroma do paska zadań 😂). Bardzo spodobała mu się gra gcompris (dostępna na różne systemy). Tam są różne gierki edukacyjne (m.in. takie, przy których dziecko może nauczyć się obsługi myszy i klawiatury).

Nasz maluch bardzo mocno się stara, aby pomimo wszystko iść do przodu. Jesteśmy z niego bardzo dumni, bo coraz lepiej się dogadujemy i działamy razem jak takie trzy trybiki, które idealnie siebie uzupełniają. 🙂

Myślę, że póki co to tyle. Nie będę dzisiaj przynudzał na długo, bo jestem już wypruty.

Postanowiłem zrobić sobie wolne do nowego roku. Wracam z wpisami od 6-tego stycznia (Wędrowiec, a potem gamingowe podsumowanie roku 2020). Trzymajcie się ciepło! Udanych Świąt i normalnego Nowego Roku! 🙂

Mefisto

#354. Przedświątecznie Read More »

#353. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.49 – Cisza przed burzą

Czas zdawał się zwolnić i leniwie sunął się przed siebie. Jedyną oznaką jego upływu był powiększający się brzuch Siyi i jej rosnąca ekscytacja, ale też i strach na myśl o zostaniu matką. Od tego momentu dzieliło ją naprawdę niewiele, a ona spędzała wolne chwile, aby upewnić się, że ten rozdział w życiu zacznie (w miarę) przygotowana. Odkąd zaczął się jej urlop macierzyński, starała się uporządkować wszystkie swoje sprawy tak, aby dziecko stało się najważniejszym aspektem jej życia.

Japeś ochoczo pomagał jej w tej kwestii i wypytywał położne w szpitalu o wszelkie rzeczy, które mogłyby pomóc jego przyjaciółce w wejście w nową rolę. Raz nawet zabrał ją do pracy, aby sama mogła wypytać się o nurtujące ją rzeczy, a przy okazji rozkleić się na widok noworodków. Siya po raz pierwszy czuła się, jak gdyby wszystko w końcu zaczęło iść we właściwą stronę, a ona wreszcie czuła się spokojna.

Jake natomiast wydawał się dosyć wymęczony wszystkim, co go otaczało. Jego rodzice rozwodzili się, a proces ten nijak przebiegł pokojowo. W pracy zmienił mu się przełożony, który szczerze go nienawidził i dawał mu najgorsze zmiany. Często wracał w nocy, aby kilka godzin później wrócić do pracy i spędzić dwanaście godzin na nogach. Jakby tego było mało to ktoś wybił mu wszystkie okna w aucie i pociął opony.

Cień wiedział, że to wszystko nie było zbiegiem okoliczności. Odkąd opowiedział się w sądzie po stronie matki, zaczęły mu się przytrafiać tego typu rzeczy. Wiedział, że za wszystkim stoi ojciec, który obwiniał go o rozwód i tysiące innych rzeczy. Nie miał jednak na to dowodów, więc nijak mógł cokolwiek z tym zrobić. Mógł jedynie zacisnąc zęby i czekać, aż nadarzy się okazja, aby się odgryźć.

Tamtego wieczoru wracał na piechotę do domu. Auto wciąż stało w warsztacie, a on potrzebował chwilę odpocząć i pozbierać myśli. Wsłuchał się w swój wewnętrzny głos i wyciszył dźwięki otaczającego go świata. Uwielbiał magię za to, że pozwalała mu słyszeć tylko to, co chciał, a bicie własnego serca i szum krwi w uszach miał na niego uspokajający wpływ. Odprężył się i wszedł w boczną uliczkę, aby dojść szybciej do domu.

Zamyślony nie zauważył, że ktoś go śledził. Grupka mężczyzn zbliżała się do niego korzystając z jego nieuwagi. Jeden z nieznajomuch trzymał w dłoni metalową rurkę, którą już miał uderzyć Jake’a, jednak nagle rozległo się głośne szczekanie i szczęk metalu o chodnik. Cień momentalnie odwrócił się, aby ujrzeć lężącego na ziemi napastnika i stojącego na nim psa.

– Uciekaj! – warknął pies do chłopaka, a potem skoczył na kolejnego z mężczyzn, aby następnie zwinnie wyminąć pozostałych i rzucić się do ucieczki. Jake bez chwili namysłu zaczął bieg przed siebie. Skoro gadający pies mu to doradził, to musiała być to poważna sprawa.

Słyszał pościg za sobą, który ciągnął się za nim, aż dotarł do głównej ulicy, gdzie wciąż kręciło się sporo osób. Wpadł do stojącego na przystanku autobusu i dłuższą chwilę próbował złapać oddech.

Przez moment nie mógł zrozumieć tego, co się stało. Pies – a raczej istota z Krańca Czasu – uratowała go. Być może nawet przed śmiercią. Jedno było pewne: jego ojciec nie zamierzał mu odpuścić. To był dopiero początek jego problemów…

Mefisto

#353. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.49 – Cisza przed burzą Read More »

#352. Max Gentlemen Sexy Business

Ktoś kiedyś rzekł: “tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ilość dziwnych symulatorów randek”. I jak za każdym razem zaczynam wierzyć, że jednak widziałem już wszystko, co najgorsze, to pojawia się taka “niewinna” gra, która udowadnia mi, że jeszcze mało w życiu widziałem.

Max Gentlemen Sexy Business to tytuł na tyle niezwykły, że ciężko go na pierwszy rzut oka nazwać symulatorem randek. Opublikowany w lutym 2020 przez studio The Men Who Wear Many Hats, wprowadza nas w nowe, całkiem nieznane dotychczas dziedziny absurdu. Naszym celem jest odzyskanie naszego biznesu i powrót do świata elit.

Nie wyprzedzajmy jednak fabuły!

Wpierw, jak to w grach bywa, możemy sobie stworzyć postać. Zwykła rzecz, nie? Max Gentlemen Sexy Business (w skrócie MGSB) pozwala nam jeszcze stworzyć naszego wroga! Puściłem wodze fantazji i wyszło, co wyszło, ale ani trochę nie czuję się z tym źle. 😀 To jest, panie i panowie, nemesis na miarę moich możliwości!

Nasza rozgrywka zaczyna się od delikatnego wprowadzenia nas w absurd życia naszej postaci. Jesteśmy bogatym lordem, który właśnie co wrócił z kolejnej ekscytującej wyprawy. Niestety nasz rywal/przeciwnik/najgorsze zło podprowadził nam nasze bogatcwo i akty własności, więc jesteśmy biedni jak myszy kościelne. Musimy odbudować nasze imperium finansowe i spuścić łomot naszemu nemesis.

Aby cokolwiek osiągnąć, potrzebujemy wspólników, a gra oferuje ich od groma. Możemy ich wysyłać w różne miejsca, aby zarabiali pieniądze, zachęcali ludzi do pracy dla nas, poprawiali swoje umiejętności i nawalali się z wspólnikami naszego przeciwnika, aby podbić daną dzielnicę. Mamy możliwość wysłania ich na wyprawy skąd mogą przywieźć nam kosztowności lub przedmioty poprawiające ich statystki.

Dobra, tą normalną część gry mamy za sobą. Pora na elementy symulatora randek.

Z naszymi wspólnikami można romansować. Możemy rozwijać poziom naszej zażyłości z nimi poprzez dawanie im kwiatów, chodzenie na lunche z nimi (podczas których możemy uczestniczyć w różnych, dziwnych mini-grach). Kiedy zrobimy na nich wystarczające wrażenie, możemy z nimi udać się na randkę. A randki z nimi to jak choroba psychiczna – im dalej, tym gorzej.

Bo przecież każdy chłopak marzy o tym, by jego randka próbowała go zabić (niestety zaszczepiono mnie w dzieciństwie przeciwko pistoletom :D). Albo aby nagle wstała od stołu i nawalała się z niedźwiedziem. Już o przyzywaniu ducha dziadka nie wspomnę. No i jest jeszcze ten facet, który obdarowuje wszystkich prezentami, wygląda jak Święty Mikołaj i dosyć podobnie się nazywa…

Jeśli myślicie, że element randkowania można pominąć to pragnę zaznaczyć, że aby ukończyć (pod względem fabularnym) grę, musimy przechodzić ją tak długo, aż rozkochamy w sobie wszystkich wspólników, pokonamy naszego nemesis (który, aby nam dokopać, wszedł w sojusz z siłami piekielnymi). Tak, gra będzie się powtarzać, aż zapalimy wszystkie świeczki. I, standardowo, za każdym razem będzie trochę trudniej. Bo czemu nie?

Ta gra zostawiła mnie z stanie totalnego rozbawienia, rozłożenia na łopatki i bólu brzucha od ciągłęgo śmiania. Gdybym miał opisać wszystkie dziwne/zabawne teksty, musiałbym przepisać większość dialogów. Jednakże chylę czoła przed twórcami, bo obiecali zabawne podejście do spraw seksualnych i takie mi podarowali. Może momentami było lekko perwersyjnie, ale nigdy nie przekroczyli granicy obleśności. Duży plus za to!

Gra mi się bardzo podobała. Gorąco polecam! 😉

Mefisto

#352. Max Gentlemen Sexy Business Read More »

Scroll to Top