#309. Star Wars Knights of the Old Republic II: The Sith Lords

208580_20190617231420_1

Skoro przeszedłem pierwszą część to naturalnie musiałem się zabrać za jej kontynuację, która chociaż wyszła w lutym 2005 roku to zachwyca mnie po dziś dzień.

Nasza historia dzieje się około pięć lat po wydarzeniach z KOTORa i opowiada nam historię Wygnańca (The Exile), który mierzy się ze swoim losem od czasu zakończenia Wojny Mandaloriańskiej.

208580_20190617232512_1

Budzimy się na stacji Peragus II, gdzie wydobywane jest paliwo zasilające odbudowującą się planetę Telos. Budzi nas głos kobiety, która, po naszym wejściu do kostnicy, ożywa. Wraz z nią ożywa też nasze połączenie z Mocą, które utraciliśmy podczas wojny. Jednakże nie wyprzedzajmy faktów!

Wszyscy na stacji poza nami, tajemniczą kobietą o imieniu Kreia i nieco upierdliwym, ale i uroczym Attonie, są martwi, a my nie wiemy dlaczego. Powoli też dochodzimy do tego, co wydarzyło się nim dotarliśmy na stację. Wędrowaliśmy statkiem o nazwie Harbringer, ale został on zaatakowany przez Sithów. W końcu nasza postać jest ostatnim Jedi – chociaż wyrzeka się tego tytułu z racji tego, że jego połączenie z mocą zostało ucięte. Znikąd pojawił się Mroczny Jastrząb (Ebon Hawk) z T3-M4 (robot z pierwszej części gry) na pokłdzie, aby nas uratować. Mocno uskodzony statek dotarł na Peragus i stamtąd potoczyła się nasza fabuła…

Naszym zadaniem jest zdobyć mapę asteroid i uciec ze stacji z racji tego, że Harbringer wraz z Sithami przybył na Peragus. Przy okazji zostajemy zaatakowani przez robota skrytobójcę i dowiadujemy się, że za ostatniego Jedi oferowana jest ogromna suma pieniędzy; wystarczająca, aby “kupić własną planetę”.

Chociaż było ciężko to udaje nam się uciec, pomimo ataku Sithów i zniszczenia całej stacji. Trafiamy do Telos, gdzie zostajemy aresztowani pod zarzutem zniszczenia Peragus II, ale ostatecznie oczyszczają nas z zarzutów (nawet, jeśli to nasza wina!).

Po ukończeniu serii zadań na planecie dostajemy możliwość zejścia na powierzchnię, aby odnaleźć Mrocznego Jastrzębia i T3-M4, których ktoś sobie przywłaszczył. Właściwie to nie schodzimy na ziemię, a przywalamy w nią, bo nas zestrzelono. Ze starej bazy wojskowej lecimy śladem naszego statku, a to dzięki naszemu nowo poznanemu towarzyszowi – Bao-Durowi, który również służył podczas wojen i potulnie tytułuje nas “generałem”.

208580_20190621015320_1

Niestety znowu nas zestrzelono, a my lądujemy na “dachu” ukrytej akademii Jedi! Na nasze nieszczęście jedynym Jedi jest Atris, a ona pała do nas palącą nienawiścią. Po krótkiej wymianie zdań pozwala nam odejść, a kiedy jesteśmy już poza Telos, T3 zdradza nam, że włamał się im do archiwów i odnalazł czwórkę żyjących Mistrzów Jedi, którzy są gdzieś na Nar Shaddaa, Korriban, Onderon (a na ten, ze względu na sytuację polityczną, można dostać się przez księżyc Dxun) i Dantooine.

Każda planeta przedstawiła nam swój problem: Nar Shaddaa było wypełnione polującymi na nas łowcami nagród, aby ostatecznie wpaść w ręcę naszego zleceniodawcy – Goto – który chce uratować Republikę przed zagrożeniem w formie czających się w cieniu Sithów. Onderon było podzielone wojną domową, gdzie kuzyn królowej próbował pozbawić ją tronu. Dantooine zostało zniszczone w pierwszej części gry i powoli odbudowywało się, aczkolwiek najemnicy próbowali cały ten wysiłek zniweczyć. Korriban było, moim zdaniem, najciekawsze, ponieważ było opuszczone (prawdopodobnie w wyniku rzezi, jaką tam zrobiłem w pierwszej części). Tam mieliśmy jednak szansę spotkać się z jednym z naszych głównych wrogów.

Kiedy zgromadziliśmy wszystkich żyjących mistrzów, wyruszyliśmy na Dantooine do częściowo odbudowanej Akademii Jedi. Tam jednak niewiele brakuje, aby znów odcięto nas od Mocy. Ratuje nas przed tym Kreia, która potem znika, aby przybyć na Telos i oszukać Atris, że nasza postać nie żyje. Mamy jednak szansę, aby z nią porozmawiać i odkryć cel wyprawy naszej mentorki.

208580_20190628002046_1

Wyruszamy jej śladem i stajemy oko w oko z Darth Nihilusem podczas oblężenia Telos. Udaje się nam go jednak pokonać i wyruszamy tam, gdzie wszystko się zaczęło – na Malachor V. Odnajdujemy tam ukrytą Akademię Sith i po kolei walczymy z wyznawcami ciemnej strony, aż stajemy oko w oko z Darth Sionem, a następnie z Darth Trayą… Przy okazji mamy okazję zobaczyć efekty straszliwej broni, która zniszczyła Malachor V i pochłonęła wiele istnień. Efektem tej masowej zagłady był niesamowity ból, przez co nasza postać odcięła się od Mocy…

Przyznam się, że za każdym razem, kiedy gram w tą grę, wydaje się ona coraz lepsza. Mimo upływu lat wciąż zachwyca mnie fabułą, grafiką i mechaniką gry. Za każdym razem odnajduję fragmenty opowieści, które umknęły mi ostatnim razem i przyczepiam się do nich, aby dotrzeć do nieznanych mi dotąd przygód Wygnańca i jego towarzyszy.

Sposób grania, rozwój umiejętności postaci, czy walka z przeciwnikami zupełnie nie różni się od tej zaprezentowanej w pierwszej części. Poprawiono za to “niewidzialne pole” wokół naszych towarzyszy, dzięki czemu można było przebiec dosyć blisko obok nich, a nie spory kawałek dalej. Zmieniono też wygląd interfejsu, ale nie jakoś specjalnie drastycznie.

Podobało mi się też to, że mogłem pograć innymi postaciami niż ta stworzona przeze mnie. Pomogło mi się to z nimi zżyć i lepiej ich poznać, bo tak ładnie ratowali mój niepoważny tyłek, ilekroć ktoś mnie porywał. W sumie ta gra pokazała, że z naszej postaci jest niezła pierdoła włażąca w każdą możliwą pułapkę… 🙂

Uwielbiam tą grę i polecam ją z całego serca wraz z pierwszą częścią i kontynuacją, jaka czeka w SWTORze. 🙂

Mefisto

#309. Star Wars Knights of the Old Republic II: The Sith Lords Read More »