fasolka

#129. Aktualności bardziej aktualne

W zeszłym tygodniu celebrowaliśmy pierwsze urodziny Smoczyńskiego. Kto przegapił, to tutaj ma link. 😉 Było wesoło!

IMG_20180502_114632

W Anglii jeszcze do niedawna panowały upały!

Z tego też tytułu mamy w domu klimatyzację! Połówka miała dosyć tego, że Smoczyński nie może spać w nocy, a ja zachowuję się jak poparzony (oto ja: Diabeł z uczuleniem na ciepło). Wynalazła i zakupiła model z wifi: klimą można sterować za pomocą aplikacji w telefonie (co przydaje się, aby włączać lub wyłączać zdalnie) i Alexą (tą od Amazona). Udało się nam ją tak ustawić, aby chłód rozbijał się na korytarzu do wszystkich pomieszczeń. Owszem, klima jest trochę głośna, ale to jednostajny dźwięk i łatwo się przyzwyczaić. No i łatwiej śpi się przy hałasie niż w upale… 😉

A tak na poważnie mój stan zdrowia okazał się na tyle kiepski, że mam zakaz przegrzewania się, stąd też pomysł na klimę. Urządzenie jest o tyle fajne, że można schłodzić pomieszczenie, a potem nawiewać wiatrakiem, przez co urządzenie jest wydajne, a zarazem jego używanie nie kosztuje majątku. 😉

Niestety upały zabiły nam pomidora. W zabieganiu zapomnieliśmy zabrać go do środka i padł, poległ, umarł na śmierć i nie przeżył. Pomidor żyje, podlaliśmy go, przesadziliśmy i odżył. Twardy zawodnik! Marchew za to nie chce rosnąć, więc będziemy ją przesadzać. Sezon na truskawki już minął, więc truskawka ma już od nas spokój. 😉 Tylko fasola rośnie jakby jutro miał być koniec świata! Mamy już pierwsze małe fasolki!

Chociaż skwar nie tylko nam daje się we znaki. Ostatnio zapaliły się drzewa niedaleko nas. Na szczęście szybko je ugaszono. Aczkolwiek gawiedź zaczepiała strażaków dwa razy dłużej niż zajęło samo gaszenie…

Trawa też zrobiła się żółta i niegdyś majestatyczne połacie pól wyglądają teraz biednie.

Udało mi się przyłapać kota, co nam warzywka niszczy. Trzeba znowu użyć odstraszacza, bo Połówka już ostrzy zęby i podejrzewa kota o konszachty ze ślimakami w celu zniszczenia fasoli. Jeśli nie zareaguję, to będę swiadkiem wojny ogródkowej… 😉

IMG_20180709_171254
Przyczajony nicpoń!

Ze świata gier: brałem ostatnio udział w ankiecie na temat gier. W tym wypadku oferowano losową grę o wartości conajmniej $20, więc czemu nie. I nie wiem, czy ja jestem dziecko szczęścia, ale dostałem Assassin’s Creed Origins. 😀 Nie jest to pozycja, którą chciałem pilnie mieć, ale liczyłem na to, że w przyszłości ją posiądę. Nie sądziłem jednak, że w taki sposób. 🙂 Chociaż z racji faktu, że za kilka miesięcy będzie mieć swoją premierę Assassin’s Creed Odyssey, zgaduję, że to może być zabieg promocyjny. 😉 I tą pozycję na pewno kupię: jeśli nie na PC, to na konsolę, którą chciałbym kupić w niedalekiej przyszłości.

Screenshot at 2018-07-04 10-30-33

Ostatnio też odwiedziłem jeden z pierwszych światów Minecrafta, na których grałem z modami. Kilka lat temu ściągnęliśmy ze Smokiem mapę miasta i modyfikowaliśmy ją ku naszej radości. Jest tam muzeum, bank, restauracje, bloki mieszkalne (mam mieszkanie z fabryką farby w środku!), mój zamek, wioski, sieć kolejowa, podziemna kolej (tak wygląda: link), autostradę między miastem, a zamkiem i kilka sztucznych jezior… Smok ma swój straszny budynek, w którym ma chyba wszystkie urządzenia do produkcji różnorakich przedmiotów tudzież lagów, a w tym swoją wartą miliony automatyczną farmę arbuzów! Jest tam też elektrownia atomowa, w której mnie kiedyś zamknął i próbował wysadzić…

Na pewno nagram kilka migawek z tego serwera, a – jak czas pozwoli – może nawet nagram coś dłuższego z podkładem głosowym! 😉

Wrzuciłem też (w końcu) filmik z Dying Light. Mam kilka nagrań, z których mogę zrobić migawki, więc jak tylko będę mieć chwilę to je powrzucam.

Ostatnio grałem też w YookaLaylee i… zepsułem sobie zapis gry. Nie wiem, czy to ja, czy gra, ale przypadkiem zacząłem nową grę na moim zapisie i się nadpisało. Wszystko mi opadło. Odstawiłem na razie tą grę. Na klawiaturze gra się za ciężko, więc muszę znaleźć pada. Może nawet nagram jak gram! 😛 Napiszcie mi, co o tym sądzicie…

Zasmuciłem się też niezmiernie, bo gra The Kindred przestała być rozwijana. Tutaj jest wiadomość od twórców dlaczego tak się stało. Jest mi przykro, bo bardzo mi się spodobała ta pozycja. Jedyne, co mogę zrobić, to przejrzeć aktualizacje, które wyszły po mojej pierwszej notce, napisać, co myślę o tej grze i przenieść ją do ukończonych gier.

W pracy za to było ostatnio dosyć dziwnie, bo robią jakąś restrukturyzacje, aby było lepiej i wyskoczono z propozycją awansu dla mnie. Od razu odmówiłem. Nie marzy mi się zarabiać więcej (zarabiam wystarczająco), ani zajmować się stadkiem ludzi zwanych działem, w którym pracuję (co wiązałoby się z nadgodzinami). Już raz się w to bawiłem, nie spodobało mi się. Teraz wolę spędzać czas w domu z moją szaloną rodzinką!

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że już miałem suszoną głowę o to, jakbym marnował sobie życiową szansę. Aby było jasne: życiowa szansa w moim przypadku to byłaby praca dla Ubisoftu, Square Enix, Bioware albo Capcomu, a nie organizacja pracy dorosłych ludzi, których trzeba pilnować bardziej jak dzieci. (z pozdrowieniami dla dwójki pełnoletnich stażystów, którzy nie wiedzieli, że pracując 30 godzin tygodniowo trzeba tyleż godzin w danym tygodniu przepracować)

Zresztą zamiast na pracę wolę poświęcić czas na rysowanie komiksów, bo mam w sumie plany na trzy: o jednym już pisałem, drugi i trzeci to na razie tajemnica, chociaż trzeci jest najłatwiejszy do zrobienia. 😉 Drugi komiks to dosyć rozbudowany projekt, nad którym pracuję od paru lat (i moi wspaniali “wybrańcy” mieli okazję poczytać opowiadania powstałe w wyniku intensywnych prac twórczych ;)).

Mam takie marzenie, aby mieć na tyle czasu, aby znów zacząć rysować, bo trochę mi się kreska pogorszyła, a wolałbym się rozwijać niż się cofać. Chwilowo jestem wypruty nawet samym stanem mojego zdrowia, ale już drążę w kierunku tego, aby mieć w końcu święty spokój. 😉

Postanowiłem też popracować nad grą! Nie wiem, czy zrobię to poprzez RPG Makera, czy może pobawię się w zrobienie gamebooka (bo ostatnio takowe mnie interesują) i narysuję do nich parę ilustracji. Do póki się za to nie zabiorę, nie będę wiedział. 😉

Jak można też zauważyć, zmalała moja aktywność na Twitterze. W związku z pogorszeniem mojego stanu zdrowia nie mam obecnie siły się nim zajmować i staram się wrzucać tylko informacje o dużych promocjach i darmowych grach. Mam zamiar tam trochę posprzątać, bo Twitter przyda mi się też do czegoś innego. 😉

Na sam koniec pozdrawiam też kilka osób, które znalazły mojego okazjonalnego instragrama. 😀 Jak wyście mnie znaleźli, co?

Mefisto

#129. Aktualności bardziej aktualne Read More »

#109. Bunt kaczek cz.2 – walka

Przekonałem się, że decyzja o posiadaniu dziecka to nie takie hop siup. Chcieć, a móc to dwa odległe światy, pomiędzy którymi balansują rodzice pragnący potomstwa. Bo nie zawsze ci, którym coś mogli łatwo osiągnąć, są tymi, którzy tego chcieli i na odwrót.

W naszym wypadku problemy zdrowotne nas obojga dosyć mocno przekreślały nasze szanse. Dodatkowo mieliśmy problemy środowiskowe w postaci sąsiada-świra, rozpędzającego się na kolejce absurdu. Już od jakiegoś czasu fizycznie i psychicznie potrzebowałem rodziny, ale wiedziałem, że to może być niemożliwe. Nie chcę się zagłębiać w ten temat – po prostu ustalmy, że były powody na tyle mocne, aby to uniemożliwić.

Pomimo przeciwności losu, udało się. Do końca życia zapamiętam dzień, kiedy dowiedzieliśmy się o kiełkującym życiu w (właściwie) nas obojgu . Oboje zaczęliśmy dojrzewać do roli (nie)odpowiedzialnych rodziców.

To wszystko było winą przeczucia i mojego dziwnego zachowania. Nie jadam normalnie mięsa – tylko w dziwnych, specjalnych okolicznościach. Tego właśnie dnia mieliśmy bażanta na obiad i postanowiłem spróbować malutki kawałek, aby wiedzieć, jak smakuje. Połówka wiedziała, że coś się święci. Zrobiliśmy test i wyszły dwie kreski. Byliśmy w takim szoku, że, po uprzednim wypiciu szklanki wody, zrobiliśmy drugi. Stało się. Ciąża jak nic! Chociaż planowaliśmy ją trochę później.

Pokonaliśmy przeszkody zdrowotne. Pozostała jednak przeszkoda środowiskowa w postaci sąsiada, utrudniająca nam życie (np. poprzez hałasowanie w nocy, w dzień, czy wtedy, kiedy byliśmy cicho i próbowaliśmy odespać cokolwiek). Ten typ nie dawał nam samym żyć, a co dopiero by było przy małym dziecku.

Nie chodziło tu tylko o hałas. Typ był po prostu niebezpieczny.

Policja nie robiła z tym facetem zupełnie nic, mimo nagranych gróźb i steków wyzwisk. Byliśmy pod dużą presją, spaliśmy łącznie po 3-4 godziny na dzień (z przerwami), zawalałem pracę, bo nie byłem w stanie trzeźwo myśleć…

Kiedy jednak zobaczyliśmy na skanie naszą smoczą fasolkę, jak uroczo wypina tyłek na ekranie, jak figluje i macha, choć nieporadnie, rączkami, to zrozumieliśmy, jaki skarb mamy. Smoczyński miał większe prawo do życia niż ta “osoba”, czepiająca się innych z pobudek rasistowskich. Musieliśmy walczyć – nasz syn był stawką. Zaczęliśmy wyścig z czasem, aby wynieść się jak najdalej od tego gnoja.

Sprężyliśmy się tym bardziej, kiedy zrzucił na nas walizkę jak wchodziliśmy po schodach. Na szczęście nie trafił.

Mieszkanie ostatecznie opuściliśmy w maju i, chociaż nowe mieszkanie luksusem nie było, to było pod tym względem bezpieczne. Chociaż i tak było to tymczasowe rozwiązanie, ponieważ dla nas obojga było już małe, a co dopiero dla małego dziecka.

Jak tak teraz to piszę, to wydaje się to nic. Można by rzec: było, minęło. Niestety zostawiło to ślady na naszej psychice. Nie opisałem wszystkich szczegółów, bo wciąż nie czuję się na siłach, aby do tego tak całkowicie wracać. Może kiedyś to zrobię, może odpuszczę sobie ten nieciekawy epizod i udam, że zaginął na półkach życia. To, co jest ważne, to to, że wytrwaliśmy, a wraz z nami wytrwał Smoczyński. To, że jest, to jest najważniejsze. To nasze zwycięstwo!

Dzięki przeprowadzce mogliśmy skupić się na uwiciu gniazda dla małego pisklaka i kontynuowaniu naszej przygody jako rodziców. 🙂

Mefisto

#109. Bunt kaczek cz.2 – walka Read More »

Scroll to Top