#368. Z życia urzędnika cz.12

Kto pracował w urzędzie, ten wie, że to jest zupełnie inny świat. Czasem oznacza to bóle w mękach, jeśli chodzi o załatwienie czegoś, ale czasem oznacza, że człowiek nie jest tylko trybikiem w trzewiach urzędniczej mielarki. Jest też człowiekiem, żywą istotą pełną uczuć, kimś, kto “może się popsuć” i kogo trzeba wesprzeć.

Ostatni rok dla nikogo nie był łatwy. Siedzimy zamknięci w domach i liczymy dni do końca całego szaleństwa, a ono się nie kończy tylko ciągnie w nieskończoność. Nam też dał w kość i to w wielu aspektach: do tego stopnia, że musiałem pójść na przymusowy urlop na kilka miesięcy. Nie pisałem o tym, ale napiszę o tym teraz.

Praca jest dla mnie dużym priorytetem, ale gdy krzyżuje się ona ze zdrowiem któregokolwiek z nas to odchodzi na boczny tor. Ten czas wolny od pracy dał nam wiele możliwości, aby zmienić nasze podejście i ruszyć dalej. Taka chwila złapania oddechu, aby zrobić postanowienia i zacząć wdrażać je w życie. Wszak łatwiej je ciągnąć, kiedy sprawy już się w jakimś stopniu toczą.

Powrót do pracy powinien wiązać się dla mnie z formalnym spotkaniem w sprawie mojej nieobecności (polityką urzędu jest, aby nieobecności – nawet jeśli masz zwolnienie lekarskie – były omawiane na oficjalnych spotkaniach; oczywiście takie spotkania bardzo rzadko są przyjemne). Powinienem był takie mieć, ale moja szefowa (złota kobieta) stanęła na głowie, abym go nie miał, bo i tak mam się czym martwić, a “cały czas mamy pandemię, mam dziecko z autyzmem i chorującą Całość, a ja sam walczę z wewnętrznymi demonami” (jeśli można tak pieszczotliwie określić depresję). Jestem typem, który nie przepada za kontaktem fizycznym, ale w tamtym momencie miałem ochotę ją po prostu wyściskać.

Cały dział przywitał mnie po powrocie i wspiera w każdej możliwej sytuacji (bo nasz dział jest dynamiczny i potrafi się zmieniać każdego dnia). W takim momencie czujesz się jak człowiek w cywilizowanym świecie, a nie trybik martwej maszyny. W takich chwilach czuję, że jest dobro na świecie i nie warto się teraz poddawać.

Jestem naprawdę i dumny, i szczęśliwy, że pracuję w urzędzie z takimi wspaniałymi ludźmi.

Ten wpis nie ma większego sensu, ani głębszej puenty, ale chciałem po prostu o tym napisać, bo czasem warto napisać o czymś dobrym.

Mefisto

6 thoughts on “#368. Z życia urzędnika cz.12”

  1. Ten wpis ma bardzo duży sens i bardzo Ci za niego dziękuję…
    A Ty…się trzymaj…Trzymajcie się wszyscy troje!
    Ślę Ci dużo dobrych myśli… i wierzę, że coraz więcej dobra i miłości będzie do was wracać. Już przecież wraca🙂

  2. Każdy urząd i każda korporacja to ludzie. Nawet jeśli instytucja w której pracujesz jest nienormalna i czasami po prostu nie masz pojęcia jak to możliwe, że to jeszcze jakoś funkcjonuje, to na samym końcu tego szaleństwa są ludzie. Dobrze, że ludzie, z którymi Ty pracujesz, okazali się po prostu normalni. Jak życie wali w Ciebie z każdej strony, to takie przejawy życzliwości i zrozumienia są bardzo ważne.
    Podziwiam Cię za siłę, którą w sobie masz i którą ciągle w sobie znajdujesz.

  3. bardzo sensowny wpis, bo pokazuje, że pomiędzy trybikami, bezdusznej często, biurokracji są ludzie, którzy okazują się być ludźmi, co w dzisiejszych czasach, nie jest wcale takie oczywiste.,…
    pozdrawiam ciepło 🙂

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll to Top